piątek, 12 stycznia 2018

Wypadek młodego instruktora z Polski w Portugalii

Podczas sylwestrowego wyjazdu na skoki w Portugalii doszło do śmiertelnego w skutkach wypadku. 25 letni skoczek ze świeżo uzyskanymi uprawnieniami instruktora popełnił błąd oceny wysokości podczas rozpędzania spadochronu do lądowania. Zakręt o 270° wykonał na tyle nisko, że w wyniku odniesionych obrażeń zmarł kilka dni później w szpitalu.
Około 600 skoków, kilka lat w sporcie, duże umiejętności w swobodnym spadaniu i pięta achillesowa, jaką były lądowania. Był wcześniej upominany za brawurowe manewry, co nie przeszkodziło w bardzo szybkim zmniejszaniu rozmiaru czaszy. Z rozmiaru 190 w sezonie 2015 poprzez 150, niedużo na 129 trafił na czaszę Neos 104. To zdecydowanie czynnik sprzyjający w zaistniałej sytuacji.
Odszedł młody, dobrze rokujący instruktor, który mógł stanowić nową kadrę szkoleniową. Łańcuch zdarzeń prowadzący do wypadku można było w kilku miejscach przeciąć. Zabrakło reakcji z zewnątrz.
O tym, dlaczego skoczkowie wypierają świadomość zagrożenia, o tym dlaczego przystępują do zmowy milczenia po zaistniałym wypadku i o balansie informacji niezbędnym do zachowania bezpieczeństwa możecie posłuchać w poniższej, 30 minutowej pogadance.
Najwyższy czas coś zmienić.



dopisane 22 stycznia 2018

Dziś przeczytałem przepiękny i mądry wpis ojca skoczka, który zginął w tym wypadku. Mam nadzieję, że nie będzie mieć do mnie pretensji o wklejenie go tutaj:
Moi Drodzy! W sobotę zakończyła się ziemska historia mojego Syna. Żył tak, jak sobie wymarzył i planował. Żartował ze wszystkiego, nawet ze swojego pogrzebu. Miał też być niezwykły i był: w niesamowitej scenerii, jak z Jego życiowego motta o lwach i owcach, z tłumem przyjaciół w kościele i na cmentarzu, pięknymi mowami, celebrą i ostatnim przelotem Jego ukochanego samolotu. Dziękuję Wam za obecność. Choć nie wszystkich byłem w stanie zauważyć, to i tak wystarczyło, aby nasunęła mi się refleksja, że dobrze byłoby, gdyby ludzie niezależnie od poglądów, planów i ambicji potrafili jednoczyć się nie tylko w obliczu śmierci, ale także w trudach i troskach codziennego życia. Wtedy śmierć Piotra nabrałaby nowego znaczenia.





2 komentarze:

  1. Świetny tekst i można mieć tylko nadzieję, że choćby w jednym przypadku dotrze do kogoś i uratuje mu życie. A jeśli chodzi o problem reagowania na coś złego co się dzieje, to chyba wielu ludzi w Polsce ma z tym ogromny kłopot niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odnoszę wrażenie, że coś się zaczyna zmieniać. Może to mój optymizm a może faktycznie wreszcie przelała się czara goryczy i ludzie zaczynają rozumieć, że każdy z nas ryzykuje. Każdemu może przydarzyć się krzywda i nie podziału na "my" i "oni". Jesteśmy tylko my. I to my giniemy, choć nieraz my, jako grupa, możemy skutecznie przerwać proces prowadzący do tragedii.

      Usuń