wtorek, 28 listopada 2017

Szacunek, brama do profesjonalizmu i bezpieczeństwa.

Zupełnie niedawno na kanale YT opublikowałem film, w którym dzielę się z widzami przemyśleniami na temat stosowania przez skoczków dodatkowych zabezpieczeń i tego, jaki wpływ może to wywierać na przesuwaniu się subiektywnie pojmowanej granicy bezpieczeństwa.
Jedną z reakcji widzów było zwrócenie uwagi na szczególnie istotny dla bezpieczeństwa spadochronowego regularny trening i utrwalanie prawidłowych reakcji. Zaczęło mi się to w głowie łączyć z innym zapytaniem od widza dotyczącym respektu dla instruktorów.
Na pozór oba tematy są od siebie dalece odseparowane, jednak mocno łączy je słowo,  którego brzmienie dobrze znamy - to profesjonalizm, którego fundamentem, jest w moim przekonaniu równie często używane w języku słowo - szacunek.
Oba te terminy są mocno eksploatowane w komunikacji międzyludzkiej jednak znacznie rzadziej stosowane w praktyce.

Kariera skoczka.

Tempo wykonywania skoków może być bardzo różne. Dla niektórych skoki są kosztowne a praca, która dostarcza im środków finansowych odbiera jednocześnie wiele czasu wolnego. Dochodzi do tego chimeryczna pogoda, która może zniweczyć skoczne plany w wygospodarowanym terminie. D drugiej jednak strony, dzisiejsze realia spadochroniarstwa pozwalają bardziej majętnym osobom, które mogą zarządzać swoim czasem pracy (przykładowo przedsiębiorcy, lub przedstawiciele wolnych zawodów) mogą pozwolić sobie na bardzo intensywne uprawianie spadochroniarstwa. Niejednokrotnie już spotkałem takich, którzy potrafili w pierwszym roku skoczyć ponad 500 razy i wielu takich, którzy robili po paręset skoków rocznie.

Zróżnicowane tempo wiąże się ze zróżnicowanym doświadczeniem a liczba skoków niekoniecznie idzie w parze z gromadzoną wiedzą i utrwalanymi prawidłowymi nawykami.
Parędziesiąt lat temu, aby wykonać 500 skoków trzeba było spędzić kilka lat na lotnisku i w spadochroniarni. Kilka razy przygotowywać się do egzaminów KWT, kilka razy trenować procedury awaryjne na uprzęży. Można było także pozyskać wiele wiedzy i umiejętności, choćby doskonalić układanie spadochronów różnych typów. Absolutnie daleki jestem od gloryfikowania minionych czasów, gdyż jakość pytań na KWT przedstawiała, w moim odczuciu, groteskowy zestaw zupełnie niepotrzebnych do bezpieczeństwa skoczka pytań. Jednocześnie egzaminy przeprowadzane były w zadęty, utrwalający hierarchię kolejnych roczników skoczków. Inaczej traktowani byli młodzi a inaczej starzy. Jednak przyznać trzeba, że okoliczności szkolenia pozwalały skoczkom na gromadzenie doświadczeń, które trochę bardziej przekładały się na minimalne liczby skoków potrzebne do przejścia na pewien nowy etap kariery.
Dziś 200 skoków jako minimum do rozpoczęcia przygody z BASE, z wingsuit, lub skoków z kamerą to wymóg mocno zaniżony, 20 lat temu byłby bardziej życiowy.
Dziś 500 skoków jako minimum do rozpoczęcia kursu instruktorskiego to podobnie nieżyciowa liczba skoków. Może więc dochodzić do sytuacji, że posiadając zgromadzone fundusze skoczek pruje przez początkową fazę kariery, przechodząc przez próg 200 a nawet 500 skoków z doświadczeniem jedynie szkolenia podstawowego, z treningiem podstawowych procedur awaryjnych, z wiedzą niewspółmiernie małą do liczby wykonanych skoków (trafiam czasami skoczków, którzy nie potrafią włączyć automatu mając ponad setkę skoków). Jeśli zaś w trakcie wykonywania dużej liczby skoków nie jest uzupełniania wiedza i nie ma spójnego treningu, to jest to po prostu "nałupanie cyfry". Pozór doświadczenia poparty jedynie liczbą przeżytych skoków.
Po drugiej stronie można zaś tych, którzy skaczą mało i też nie poświęcają kolejnych sezonów na zgłębianie wiedzy o spadochroniarstwie trwoniąc czas na budowanie sieci wzajemnych relacji. To tacy działacze, którzy nieraz nawet zdobędą instruktorskie uprawnienia skacząc mało, gromadząc i porządkując mało doświadczeń, wymagając za to od młodych okazywania szacunku.

Szacunek

Relacja mistrz uczeń to przepiękny dwustronny przejaw zaufania i szacunku. Proces, który może następować na wielu etapach i mieć nieraz charakter przejściowy, niekoniecznie taki ja pomiędzy mistrzem kowalstwa a jego młodym czeladnikiem, który musi się wszystkiego nauczyć od początku. Relacje mogą być chwilowe, kiedy osoba posiadająca jakieś doświadczenia dzieli się swoimi obserwacjami i przemyśleniami z inną osobą. Jest wtedy mistrzem, który ma uważnego ucznia. Ta relacja nie musi być związana z różnicą wieku, a nawet od pewnego etapu różnicą doświadczeń. Dwóch doświadczonych skoczków może w różnych sytuacjach być mistrzem i uczniem dla siebie, wzajemnie uzupełniając swoje spostrzeżenia. Można pójść dalej w tych rozważaniach. Jeśli skoczkowie kroczą swymi ścieżkami rozwoju, to jedni zaszli już dalej, inni są na początku. Z punktu widzenia procesu szkolenia nie jest istotne na którym etapie się znajdują a w jakich interakcjach pozostają. Ten, który ma więcej doświadczeń nie jest lepszy od tego, który ma ich mniej bo zaczął skakać dużo później. Jeśli skoczkowie wymieniają się swoimi spostrzeżeniami to mechanizm działa prawidłowo. Jeśli brak jest komunikacji następują wypaczenia, w których nie sposób określić, kto jest doświadczonym profesjonalistą, a kto tylko takiego udaje. Ten profesjonalizm można zauważyć wchodząc w interakcję z danym człowiekiem. To w jaki sposób przedstawi odpowiedź na zadane mu pytanie będzie potwierdzeniem. To jak przedstawi uwagę dotyczącą techniki lub bezpieczeństwa, szczególnie w obliczu popełnionego przez kogoś błędu, gdy słowa krytyki blokują przepływ wiedzy - to też może być przejaw profesjonalizmu.

Profesjonalizm

Profesjonalizm nie jest w cenie. Przegrywa z jego łatwiejszymi do zaprezentowania przejawami. Mam na plecach mały spadochron i żyję - znaczy skaczę od dawna i jestem profesjonalny. Mam kombinezon, który noszą profesjonaliści - znaczy należę do tej grupy. Te przejawy zastępują postawę opartą na poszanowaniu innych, poszanowaniu swoich słabości i przestrzeni dla popełniania błędów i wyciągania z nich wniosków. To również ślepa droga rozwoju skoczka. Im bardziej udaje i jest tak postrzegany tym mniej chętnie wchodzi w interakcje z uczniami bojąc się dekonspiracji. Im zaś mnie jest wokoło przejawów profesjonalizmu, tym mniej chęci do odwzorowywania takich zachowań. Łatwiej jest budować iluzję. I takie, moim zdaniem mamy dziś czasy.
Brakiem szacunku do innych i do siebie jest kreowanie nieprawdziwego wizerunku. A kreowanie to zaczyna się od braku komunikacji i braku wzorców uczenia w szacunku. Uczenie bez szacunku prowadzi do namnażania takich właśnie postaw.

Instruktor

W dużej mierze instruktorzy nie robią tego co by chcieli w taki sposób jakby chcieli. Robią coś, ktoś coś zdaje, ktoś inny wydaje dokument, czas mija. Nie mają też chęci bycia nauczycielami, bo dawno sami nie widzieli nauczyciela. Relacje ograniczone są do przeprowadzenia programowego szkolenia - jakże to podobne do problemów systemu powszechnej edukacji. Uczniowie w swoim życiu również rzadko spotykają nauczycieli więc nie mają takich oczekiwań, chcą kogoś kto podpisze, że coś zostało powiedziane, coś zostało zrealizowane, aby przejść do kolejnego etapu, czyli napisać lub zrobić coś, aby dostać dokument.

Jest relatywnie źle. Problem tkwi w braku komunikacji, w braku wymiany spostrzeżeń i refleksji w całym strumieniu kroczących przez karierę spadochroniarzy. Jedyna co można obecnie zrobić to właśnie o tym mówić, można pokazać, że doświadczeni skoczkowie są skłonni mówić o swoich spostrzeżeniach i zachęcać do tego, aby mniej doświadczeni również dzielili się swoimi refleksjami. Na tej pożywce odrodzić się może wzajemny szacunek, który uzdrowi zakiszoną sytuację.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz