piątek, 26 maja 2017

Wypadek Pabla

Nie mogę pozbierać myśli. Może pisanie jakoś się do tego przyczyni.
Pablo dziś zginął podczas skoku tandemowego. Poznałem go na wyjeździe do Hiszpanii kilkanaście lat temu, gdy robił ze mną swój AFF.
Zawsze uśmiechnięty, pełen energii, sypiący dobrej jakości dowcipami jak z rękawa. Podczas szkolenia nie szło mu świetnie, jeden z moich palców nadal jest wykrzywiony po tym, jak łapałem go z obrotów.

Zaskoczył mnie wtedy swoją postawą. W żaden sposób nie załamywał się, nie biadolił tylko trenował na ziemi i skakał aż wyszło mu tak, jak tego chciał. Potem miałem okazję przekonać się, że taki miał charakter. Poznałem go jako uporządkowanego i bardzo zadaniowego człowieka. Skrupulatnie realizował swoje zamierzenia.

Kilka lat później nauczyłem go jak skakać w tandemie. Na tandemie zakończyło się jego życie.
Żona, dwoje małych dzieci. Młody człowiek, więc najpewniej też rodzice. Mama, dzień mamy.

Wiem, że los dopada na przeróżne sposoby. Wypadki komunikacyjne, choroby. Co komu pisane, to go gdzieś dopadnie.

Tandem.


Tak bezpieczny jak głosi marketingowa prawda. Ale Pablo wiedział, że tak nie jest. Jak każdy tandempilot wie, że są takie sytuacje, które nie dają szerokich możliwości. Inaczej niż na normalnym zestawie. Dużo inaczej. Ryzyko zawodowe najbardziej krystalizuje się w przeciągu pierwszych sekund po oddzieleniu zespołu od samolotu. To, co najgorsze może rozegrać się w czasie krótszym niż dziesięć sekund. I chyba tak było. Zespół tandemowy jest nieaerodynamiczną bryłą. Pająkiem o ośmiu nogach z 25 kilogramowym plecakiem. Najbardziej wyeksponowaną na wiatr relatywny osobą jest osoba, która nie ma pojęcia o swobodnym spadaniu. Która nigdy jeszcze tego nie robiła, która jest często przerażona i najczęściej nie ma co liczyć na współpracę.
Jeśli przy wyjściu pasażer nie ma prawidłowej sylwetki zespół może wpaść w niestabilność, na okoliczność czego jest wyszkolony pilot. Pablo był bardzo dobrym pilotem. Bardzo doświadczonym i bardzo lubianym. Ale nawet doświadczenie i refleks w przypadku tandemów mogą nie wystarczyć.
Relatywnie często trzeba aktywnie stabilizować tandem. Można to robić zmieniając sylwetkę pasażera (na siłę), można walczyć z wiatrem relatywnym, można stabilizować w ostateczności hamulcem. Gra się toczy szybko, bo zespół łatwo może rozpędzić się do ponad 300 km/h co grozi uszkodzeniem spadochronu lub skoczków. Jeśli więc nie można ustabilizować inaczej pilot rzuca hamulec tak, aby ten wybronił zespół z opresji. Decyzję i akcję musi podjąć w ciągu 6-8 sekund.
Zazwyczaj nie dzieje się nic złego w takiej sytuacji. Ale może. Hamulec może zaczepić się o części ciała skoczków, o ręce, nogi, szyję. Wtedy trzeba uruchomić zapas. A nad głową jest ciągle hamulec.
Zazwyczaj nie dzieje się nic złego w takiej sytuacji. Ale może. Paczka z zapasem może ominąć hamulec i zapas napełni się bezpiecznie. Jeśli zespół wiruje, to wzrasta ryzyko, że zapas zaplącze się o hamulec. I wtedy koniec.

Koniec.

Nie będzie żadnego latania for ever. Nie będzie Pabla. Nie będzie jego uśmiechu. Człowiek, którego było pełno, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu, zostawi po sobie o tyle więcej pustki.

Karma.

Wierzę w przeznaczenie. Wierzę, że tandem ma też tą pułapkę energetyczną, w której spotykają się ludzie o różnych losach. Tutaj dwoje ludzi spotkało się, aby ich los wspólnie dopełnił się. Dla mnie osoba, z którą leciał Paweł pozostanie anonimowa, choć z nią przecież wiąże się też straszna tragedia.

Szkoda. Kolejna uśmiechnięta twarz bliskiej mi osoby, której zarys zostaje w pamięci i która już nie będzie się starzeć.





Dopisane 17.07.2017

W dniu 26.06.2017 r. Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych opublikowała raport wstępny dotyczący wypadku instruktora spadochronowego wraz ze swoim podopiecznym, którzy wykonywali skok w tandemie. Do wypadku doszło w dniu 26.05.2017 r. w Przasnyszu. W wyniku zdarzenia spadochron został zniszczony a instruktor spadochronowy i pasażer ponieśli śmierć na miejscu.

W raporcie 982/17 czytamy:

"Dnia 26 maja 2017 r. ok. godz. 14:35 LMT z lądowiska Przasnysz-Sierakowo (EPPZ) wystartował samolot Cessna 206T zn.rozp. SP-ASH, na którego pokładzie poza pilotem znajdowało się 6 osób, tworzących trzy spadochronowe zespoły tandemowe (pilot tandemu + pasażer). Ok. godz. 15:00 LMT po osiągnięciu wysokości ok. 3500 m AGL spadochronowe zespoły tandemowe kolejno opuściły pokład samolotu.

Dwa pierwsze zespoły wylądowały bez problemów na lotnisku, opadanie trzeciego zespołu bez otwartego spadochronu zostało zauważone przez świadków. Zespół ten zderzył się z ziemią w odległości ok.1250 m od miejsca startu. Pilot i pasażer tandemu ponieśli śmierć na miejscu.

Stwierdzono, że:
pilot tandemu po oddzieleniu od samolotu wyrzucił spadochronik hamujący (drogue), stabilizujący pozycję i prędkość opadania zespołu tandemowego;
pilot tandemu na wysokości ok.1700 m AGL zainicjował otwarcie czaszy głównej (była to wysokość, na której to zazwyczaj czyniono), używając kolejno obu przeznaczonych do tego uchwytów, jednak otwarcie czaszy głównej nie nastąpiło;
pilot tandemu zainicjował otwarcie czaszy zapasowej bez odrzucenia spadochronika hamującego(drogue) wraz z jego taśmą oraz bez wypięcia czaszy głównej (co było uniemożliwione wskutek zablokowaniaotwarcia wyłogów pokrowca czaszy głównej);
automat Cypress zainicjował otwarcie czaszy zapasowej (cuter prawidłowo przeciął pętlę zamykającą).
Ponadto stwierdzono, że:
pilot tandemu miał na prawej ręce wysokościomierz;
spadochronik sprężynowy czaszy zapasowej był wplątany w taśmę spadochronika hamującego (drogue) - został nią 4-krotnie owinięty;
zawleczka blokująca otwarcie wyłogów pokrowca czaszy głównej pozostała na swoim miejscu i była uszkodzona w sposób uniemożliwiający otwarcie wyłogów tego pokrowca;
uszkodzona zawleczka różniła się od zawleczki standardowo przewidzianej do stosowania przez Wytwórcę zestawu tandemowego;
wszystkie klamry łączące uprząż pilota tandemu z uprzężą pasażera były uszkodzone, a klamry biodrowe rozpięte;
uprząż pasażera prod. f-my United Parachutes Technologies LLC nie była uprzężą dedykowaną przez Wytwórcę do zestawu tandemowego Advance Tandem (jest ona przeznaczona do współpracy z zestawem tandemowym Sigma);
wyłogi pokrowca czaszy głównej były złożone odwrotnie, niż przewiduje to instrukcja spadochronu;
po założeniu zestawu spadochronowego przez pilota tandemu nie była wykonywana kontrola jego prawidłowości przez inną osobę.

18 komentarzy:

  1. Tylko Ty mogłeś Go opisać w taki sposób...nie wiem czy to cokolwiek złagodzi ale dziękuję że mogłem to przeczytać, bo nie da sie tego lepiej ująć....

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo współczuję! Moja córka skakała u Was 6 maja z "Koniem" !
    Jestem z Wami myślami!

    OdpowiedzUsuń
  3. Za wcześnie cholera za wcześnie PABLO

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z Pablem skakałam 2 lata temu dla mnie był profesjonalistą znał się na tym co robił i potrafił zminimalizować stres podczas całej imprezy , zawsze był bardzo wesołym i uśmiechniętym tandem-pilotem , nigdy nie zapomnę Pabla i mojego pierwszego skoku z nim . Paweł dziękuję ci za tamte niezapomniane i szczęśliwe chwile , spoczywaj w spokoju Ula

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak ciężko w to uwierzyć, za szybko... :-(

    OdpowiedzUsuń
  7. Za szybko nas zostawiłeś :-(

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie mogę uwierzyć....

    OdpowiedzUsuń
  9. Pawła znałem nie ze skoków, ale z pracy. Same dobre wspomnienia mam z tej współpracy. Dlatego bardzo mnie uderzyła i przygnębiła ta wiadomość. Paweł, nie ma Ciebie, ale będziesz żył w mojej pamięci...

    OdpowiedzUsuń
  10. Pablo rozkochał mnie w niebie...
    Po pierwszym skoku obiecałam sobie, że wrócę, niestety nie zdążyłam.
    Serce pęka, myśl o tym że oddał życie robiąc to,co kochał nie pomaga... Brak słów żeby opisać żal po stracie.
    Niebo jest Twoje Pablo [*]

    OdpowiedzUsuń
  11. Paweł, dziękuję za wspólny skok.
    Proszę o informację kiedy i gdzie odbędzie się pożegnanie, pogrzeb.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mój chłopak na swoje 30-ste urodziny dostał ode mnie jako prezent skok w tandemie. Miał przyjemność skakać z Pablem, teraz nagranie oglądamy już troszkę inaczej. Poruszyło Nas bardzo, bo taki uśmiechnięty, sympatyczny człowiek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pokazuje report komisji Twój narzeczony (chłopaka ma się w przedszkolu albo w szkole, 30 lat to mężczyzna) miał szczęście, że przeżył.

      Usuń
    2. Dionizy, Nawet w takim miejscu nie umiesz się zachować, wstyd.

      Usuń
  13. Szkoda człowieka, jak zawsze w przypadku wypadku :/

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak zwykle wina człowieka: kilka poważnych błędów, które kosztowały życie a nie powinny się były zdarzyć.
    Tak jak w przypadku katastrofy w Radomiu zawinił Marchelewski tak tutaj Pablo czy kto tam ? I co z tego, że zawsze uśmiechnięty ? Spadochron źle złożony, elementy uprzęży nie do kompletu... Zabił człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  15. Niech spoczywa w pokoju - ciekawe, czy się spowiadał ( jednak przy 87%? populacji chrześcijan sterroryzowanych przez projektantów modyGender w Polsce można by takowe upomnienie dopisać do regulaminu ).
    PiotrLenarczykAnonim
    P.S. obalając kolejne mity myślowe - bardziej niebezpieczny jest spacer na bocznej drodze niż skok przy wietrze.
    P.P.S. dlaczego poszwa na pościel nie kosztuje kilkanaście tysięcy złotych???

    OdpowiedzUsuń