poniedziałek, 29 maja 2017

Dywagacje o bezpieczeństwie skoków spadochronowych.

Uwielbiam tego rodzaju zakola dyskusji. Gdy ktoś orientuje się, że nic nie jest czarne i nic nie jest białe tylko wszystko jest szare ale w różnym odcieniu. Tak, tak, ale na potrzeby naszej komunikacji upraszczamy to i owo.

Może dla bardzo wąskiej grupy kot jest brzydki a pająk ładny ale dla większości jest na odwrót.

Jeśli więc napiszę, że chodzenie po łące jest bezpieczne a skoki z samolotu są niebezpieczne to faktycznie mogę rozpocząć spór:

- No jak to! Wszystko jest przecież niebezpieczne a życie kończy się śmiercią.
- Co ty sobie myślisz, przecież na łące może być kleszcz, który ukąsi powodując obrzydliwe choroby, kończące życie w strasznych boleściach. A w swobodnym spadaniu kleszczy nie ma!
Ot i dowód.

Szanujmy się. Nie mamy 15 lat.

Jeśli spadochroniarstwo z założenia jest niebezpieczne to istnieje podłoże do dobrej motywacji do treningu, dbałości o sprzęt, do zdobywania wiedzy i dobrych decyzji. Jeśli z założenia jest bezpieczne to takiej motywacji nie ma.


3 komentarze:

  1. Zgadzam się. Lepiej myśleć, że skoki są niebezpieczne, wtedy stają się trochę mniej niebezpieczne.

    Ja już pare lat temu odniosłam wrażenie, że wielu skoczków bagatelizuje ryzyko związane z tym sportem i nawet próbowałam ten temat trochę zbadać. http://neuroskoki.pl/ryzyko-oczami-ryzykantow/

    Zastanawiam się, czy takie postrzeganie skoków nie wynika z lęku przed skakaniem - jak sobie człowiek powie, że to bezpieczne, to się tak bardzo nie boi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że skoki są niebezpieczne(jak zresztą wiele innych rzeczy też) nie ulega wątpliwości. Problemem natomiast nie jest wyprowadzenie kogoś z błędu o bezpieczeństwie skoków, ale w uświadomieniu skali zjawiska.
      Ludzie inteligentni dociekają dlaczego coś jest takie a nie inne. Ale są i tacy, którym wystarczy autorytet i przyjmują wszystko co powie na wiarę. Pytanie do kogo chcesz dotrzeć?

      Usuń
  2. Lokowanie skoków jako "bezpiecznej" aktywności ekstremalnej powoduje, że nic nie trzeba potencjalnym klientom tłumaczyć. Przed samym skokiem podpiszą oświadczenie o ponoszonym ryzyku ale mając pewne wszczepione zaufanie do funkcji instruktora zaczną skoki bez świadomości zagrożenia. Potem to będzie się utrwalać z każdym kolejnym skokiem jako potwierdzenie, że faktycznie jest bezpiecznie. Uszkadzają się TYLKO ryzykanci i rutyniarze a ja nie jestem ryzykantem i rutyniarzem więc jestem bezpieczny, bezpieczna. Myślę, że to co się dzieje jest owocem komercjalizacji i wzmocnienia głosu marketingowców ponad szkoleniowcami.

    OdpowiedzUsuń