sobota, 17 grudnia 2016

Baza spadochronowa w Hiszpanii dla wszystkich. Taki świąteczny wpis

Z dużą satysfakcją mogę napisać, że po raz pierwszy gościmy w Atmosferze zorganizowaną grupę z jednej z polskich stref zrzutu. Młodzi skoczkowie wraz ze swoimi instruktorami postanowili skorzystać nie tylko z zakwaterowania ale także wyrazili zainteresowanie wykładami na temat bezpieczeństwa i organizacji skoków.
To wielki moment, z mojego subiektywnego punktu widzenia.

Nie jesteśmy strefą zrzutu i nie jesteśmy dla nikogo konkurencją


Atmosfera to obecnie klub sportowy, który zajmuje się szkoleniami skoczków począwszy od AFF, ale co ważniejsze także tych, którzy nie skończyli lub już skończyli swój kurs podstawowy.
Działamy w okresie, w którym we wschodniej i środkowej Europie pogoda jest niekorzystna do aktywności spadochronowej. Latem Baza jest zamknięta. Można się umówić na korzystanie ze sprzętu, jeśli kogoś znamy i ufamy, ale my też potrzebujemy czasu na wypoczynek. Natomiast w Sewilli w lipcu i sierpniu jest gorąco, piekielnie gorąco.

Miasta państwa

Przez lata obserwowałem jak w polskim spadochroniarstwie powstają swego rodzaju hermetyczne środowiska. Tam, gdzie młodym skoczkom wpaja się, że nie mają prawa, a nawet gdyby je mieli to nie powinni wychodzić na zewnątrz swoich miast - państw. Argumenty dotyczące przenoszenia teczek z dokumentacją szkoleniową, z brakiem zainteresowania i co najważniejsze można być potraktowanym bardzo chłodno (to najdelikatniejsze określenie jakie mi przyszło do głowy) po powrocie do swojego macierzystego ośrodka szkolenia - wszystko to ma zniechęcić młodego skoczka do odwiedzania innych ośrodków spadochronowych.
Taki stan rzeczy, trwający wiele lat, tak długo jak sięgam wstecz pamięcią, zablokował przepływ wiedzy. Doprowadził też do pewnego rodzaju wrogości, lub też może niechęci. Podziału na my i oni. My, czyli ci dobrzy i oni, którzy robią różnego rodzaju nikczemne rzeczy.
To złe. To bardzo nierozwojowe.


Zbieranie doświadczeń.

Młody skoczek obserwuje swoje otoczenie. Robi to, co widzi, że robią inni spadochroniarze, ci wyglądający (czasem tylko wyglądający) na bardziej doświadczonych. Niestety rzadziej robi to, co instruktor mówi mu, aby robił. Zdarza się też, że instruktor nic nie mówi, gdy tylko ukończone zostało szkolenie podstawowe. Tym bardziej migracje pomiędzy różnymi strefami zrzutu pomagają zbudować więzi, owocujące w przyszłości łatwiejszym nawiązywaniem kontaktu. Więcej obserwacji powoduje, że ludzie mogą wybrać, co im się bardziej podoba a w efekcie tego wnosić o implementowanie dobrych rozwiązań w rodzimej strefie. Wydaje mi się, że łatwość przenoszenia się z miejsca na miejsce sprzyja wszystkim ośrodkom. Lęki i naciski prowadzące to sztucznego utrzymania ludzi w jednym miejscu, w moim prywatnym odczuciu, w większej skali prowadzą do utraty wielu, dobrych klientów. Tak, wiem, to słowo ma coraz bardziej ambiwalentne brzmienie. Kojarzy się coraz gorzej, tak jakby klient był królem ponad usługodawcami, lub ofiarą nieuczciwych przedsiębiorców. Jak zawsze są to pełne kontrasty.
A więc podróże tak.

Uczniowie i ich instruktorzy.

To jest chyba najlepsze połączenie. Być może młody skoczek nie odważyłby się wyjechać gdzieś indziej nie posiadając legendarnego świadectwa kwalifikacji skoczka spadochronowego lub licencji B zgodnej z FAI. Tymczasem wraz z instruktorem, lub instruktorami może nie tylko widzieć dookoła to, co nowe, ale także ma swoją ostoję. To bardzo fajnie, gdy może ufać ludziom, z którymi przyjechał, bo dzięki temu jest bardziej otwarty na nowości. To świetne połączenie.
Polecam.

Sezon, przestój, trening.

W spadochroniarstwie przestoje prowadzą do podobnych zaburzeń jak w jeździe motocyklami. Wiosna jest bardzo trudnym czasem dla obu tych aktywności. W trakcie trwania dłuższej przerwy sprawność psychomotoryczna obniża się, wiedza bezgłośnie ulatuje z głów, oczekiwania wzrastają, pamięć wykrzywia własne możliwości. Wiosna jest więc czasem, gdy życie w tej grze "sprawdza". Ten bolesny proces dopada mało doświadczonych. Tych, dla których jest to pierwsza przerwa. Tak ważne więc dla młodych skoczków, ale również i dla ich macierzystych ośrodków szkolenia jest to, żeby mogli utrwalać swoje umiejętności, żeby mogli odświeżać i pogłębiać swoją wiedzę. Wrócą na wiosnę bez nadmiernych oczekiwań, bez wirusów w głowie, bez wariactwa. Przyniosą też wiedzę z innych miejsc. Może kiedyś, gdy ich pozycja w grupie pozwoli im stać się partnerem (ubolewam, że nie jest to od samego początku ich kariery), może wtedy będą mogli wpłynąć na wnoszenie ulepszeń. Na stały proces naprawczy. Gdy gdzieś, ktoś wpada na pomysł, to i innym ośrodkom może to się przydać.

Idealista?

No tak. Wiem. Nie jestem w stanie się wyzbyć po tylu latach swojego optymizmu i wiary w ludzi. Nawet łajzy, które miałem okazję spotkać na swojej drodze wiem, że gdzieś w środku mają dobre cechy. Tak samo wierzę, że wymiana informacji, spotykanie się i rozmowy, wzajemne poznawanie i akceptacja to niezwykle istotny element naszego poczucia satysfakcji oraz, uwaga! bezpieczeństwa skoków. Życzę więc wszystkim więcej luzu. Więcej dystansu. Więcej otwartości. Zacznijmy się też wymieniać wiedzą, bo wymiana służy obu stronom. Ten, który coś nowego pozna nie jest jedynym wygranym. Ten który przekazuje wiedzę jest też na plusie, bo konsoliduje swoje informacje, porządkuje światopogląd.

O, tak wyszło świątecznie ;)

Życzę wszystkim bezpiecznych, przemyślanych i fajnych skoków, 
jednak przede wszystkim miłych i otwartych ludzi, z którymi można porozmawiać bez toczenia męczących gierek społecznych.
iwan

1 komentarz: