środa, 12 października 2016

Z okazji 10 tysięcy skoków kończę z tandemami. Dlaczego?

Jaki śpiewał Frank Sinatra: "it was a very good year..."

To był wspaniały czas i niczego nie żałuję. Nie mogę też stwierdzić, że jest coś złego w skokach tandemowych. Mimo tego, zrobiłem sobie prezent z okazji dziesięciotysięcznego skoku spadochronowego i zamknąłem kilkunastoletni etap bycia tandempilotem.
Miałem przyjemność bycia jednym z pionierów tej formy spadochroniarstwa w Polsce. Przewiozłem, żeby nie użyć wieloznacznie brzmiącego słowa przeleciałem, trzy i pół tysiąca osób. Mój kręgosłup, który nie jest najmocniejszym elementem mojego organizmu odczuwa to cały czas.
Jednak to nie zmęczenie fizyczne, to nie wiek i nie znudzenie przyświecały tej decyzji.

Decyzja jest dość nieszablonowa, bo niektórzy skoczkowie, starsi ode mnie planują skakać tandemy tymczasem ja, choć nadal zdrowy i silny postanawiam zaprzestać ich wykonywania. Dodatkowo nagromadzony, pozytywny potencjał u tych wszystkich, z którymi miałem przyjemność skakać pozwalałby mi nadal skakać (nawet tu w Hiszpanii) z ludźmi z tzw. reklamy szeptanej. A więc dlaczego?


Tandemy weszły przebojem niebawem po pojawieniu się spadochronów szybujących. Początkowo miały przeznaczenie wojskowe jednak nie dało się nie zauważyć ich ogromnego potencjału komercyjnego. Oto człowiek bez przeszkolenia może wyskoczyć z instruktorem z samolotu. Z punktu widzenia zainteresowanych takim jednorazowy, lub nawet kilkukrotnym skokiem tandemowym wszystko jest jak najbardziej w porządku. Z punktu widzenia instruktora, który przewozi z góry na dół radosnych ludzi - również. Z punktu widzenia organizatora skoków to jest całkowicie super. Jest jednak coś, czego nie da się nie zauważyć:

W praktyce skoki tandemowe osłabiły proces szkolenia skoczków. Stało się tak dlatego, że instruktorzy mają uprawnienia do szkolenia oraz do skoków tandemowych, strefy chcą szkolić ale i wykonywać tandemy. Tandemy klinem weszły więc w działalność ośrodków szkolenia. Nie zniszczyły, ale bardzo osłabiły poziom szkolenia AFF i niemal zupełnie wytępiły proces doszkalania.


Popatrzcie na strefy zrzutu obiektywnym okiem

Wystarczy spędzić weekend na strefie zrzutu, aby zobaczyć jakie poruszenie, jaki ruch w termitierze powoduje dobra pogoda. Instruktorzy biegają, zrzucają otwarte spadochrony i zakładają te ułożone, biegną lub szybkim marszem prowadzą do samolotu pasażera tandemowego lub studenta AFF. Zwitki, które robią swoimi spadochronami nie służą do zabawy (dlatego młodzi skoczkowie nie bierzcie z tego przykładu) oni po prostu muszą być jak najszybciej na ziemi, żeby dobiec do kolejnego spadochronu i kolejnego klienta. Wiem, robiłem to, byłem na takich strefach, znam. Nie żałuję, nie krytykuję ale chciałby, aby było inaczej. Lecz inaczej raczej nie będzie.

Czy jestem jakimś chorym pesymistą? Ci, którzy mieli okazję poznać mnie osobiście raczej będą mogli temu zaprzeczyć. Nie należę do marudzących pesymistów. Odnośnie spraw systemowych mam jednak spojrzenie, które jest realistyczne.
  • Instruktorom opłaca się mieć jak najwięcej uprawnień.
  • Strefom zrzutu opłaca się mieć załogę, która może wymiennie robić wszystko: tandem, aff, kamera.
  • Pasażerowie tandemowi są źródłem najbardziej przewidywalnych dochodów, mają więc pierwszeństwo przejazdu.
  • Studenci AFF stanowią co prawda większe utrudnienie i mniejszy jednostkowy zarobek, jednak stabilizują działalność strefy, bo muszą wykonać więcej skoków. W kolejce mają więc drugie miejsce.
  • Pozostali mają miejsca pozostałe, czy praktycznie nic. Ani za wiele dostępu do sprzętu (bardziej opłacalne jest szkolenie AFF niż samo pożyczanie sprzętu) ani do wiedzy - bo instruktorzy są fizycznie zmęczeni tandemami i psychicznie wycieńczeni nadzorami AFF.

Gdyby babcia miała wąsy to był z niej dziadek.

Problem intensyfikuje się wraz ze zmniejszaniem czasu na wykonywanie usług spadochronowych. Gdyby w środkowej Europie była inna pogoda, gdyby klientów było więcej i przeznaczali na skoki więcej pieniędzy wtedy otwarłby się okna dla tej trzeciej kategorii. Na razie jednak trzecia kategoria jest wypchnięta przez czwartą - licencjonowanych skoczków z własnym sprzętem, którzy pozwalają na wylatanie godzin gwarancyjnych samolotu. Są bardzo wygodni, wystarczy dać im samolot z pilotami, no może jeszcze zorganizować układaczy bo oni z roku na rok, coraz mniej sami sobie układają swoje spadochrony. Czyli prościzna. Tu znajdziecie więc tak zwane eventy dla skoczków. Najczęściej trwają w przededniach weekendów. Weekendy już nie bo wtedy trzeba robić żniwa, bez nich przy takich cenach biletów jakie są wymuszone przez środowisko spadochronowe strefy zrzutu nie pociągną za długo. I zamyka się koło.

Tak powstaje luka pomiędzy szkoleniem AFF a byciem doświadczonym skoczkiem czyli jakimiś 200 skokami. W tej przestrzeni światło jest zagaszone. Dzieją się różne rzeczy, gdy zaś pojawia się licencja B wtedy światło zupełnie gaśnie. Można sobie krążyć w tym pustkowiu zasad i wymyślać co głupsze skoki.  Tak też obecnie bardzo często się dzieje.
A mi to przeszkadza.

Baza Skydive Atmosfera

Uważam, że stworzyłem sobie wszystkie potrzebne narzędzia do tego, aby kameralnie ale skutecznie szkolić ludzi właśnie po AFF, albo dokańczać zaczęte gdzie indziej szkolenia. Doszkalać do kolejnych licencji. Uczyć ludzi jak mają uczyć innych, pokazywać jak dbać o wzajemne bezpieczeństwo, jak przygotowywać fajne skoki, które są zabawą ale przede wszystkim są bezpieczną zabawą. I w tym, ideologicznie, przeszkadzało mi bycie pilotem tandemu. Teraz mam więcej wewnętrznej swobody i wszystko to już zacząłem wcześniej organizować. Teraz zamierzam przyspieszyć. Skoncentrować się bardziej na zgrupowaniach treningowych. A mogę dlatego, że skaczę przez cały rok, codziennie, nie skaczę tandemów, szkolę dwuosobowe grupy studentów AFF i mam już swoich trenerów Atmosfery, którzy latają z posiadaczami licencji A. Dlatego też piszę e-booki z myślą o uzupełnianiu braków wiedzy młodych skoczków, dlatego też założony jest kanał na Youtube, który ma niemal 1000 subskrypcji.
I to mi się podoba. I tak mogę to robić.
Dlatego już nie skaczę tandemów.
Jeśli więc nie udało Ci się skończyć AFF, jeśli udało się ale nie skaczesz, jeśli skaczesz ale nie widzisz w tym sensownej całości, jeśli masz przerwę w skokach i boisz się - zapraszam do całorocznej bazy spadochronowej w Hiszpanii.

Poniżej news z naszej bazy dotyczący właśnie tego jubileuszowego wydarzenia.

1 komentarz: