piątek, 25 grudnia 2015

Wystarczy aby jedna z dwóch osób uniknęła kolizji

Dzień jak co dzień

Boogie, masa ludzi. Wyloty back to back (czyli bez wyłączania silników). Kolorowo, wystawione języki i kunsztownie pozaginane palce. Coool i wow. Tak bawi się elita społeczeństwa, podniebni gladiatorzy, superbohaterowie. Nie możecie zaprzeczyć, że nawet gdybym straszliwie przerysował ten opis to i tak bywają skoczkowie, którzy lepiej oddadzą taki trend.

A więc dzień jak co dzień. 15 osób w powietrzu. Student, zaraz po AFF odnalazł swoje lotnisko i wpatrzony w to miejsce pruje na swoim dużym spadochronie. Doświadczony skoczek (ponad 2000 skoków) na swoim maleńkim spadochronie grzeje w którąś stronę. Piszę którąś bo przecież po otwarciu najważniejsze jest dla niego zahamowanie slajdera. Demoniczny opór czołowy nie pozwala mu się rozejrzeć dookoła. Student patrzy w dół i jest niżej niż doświadczony, stary koń. Stary koń, ma mały spadochron, który dość leci szybko do przodu ale i całkiem szybko w dół.
Nie widzą się nawzajem. Bo nie patrzą na siebie. Jeden - ten niżej, zafiksował się na lądowisku i głowa jest opuszczona do dołu, drugi - ten wyżej zadziera głowę bo zafiksował się na slajderze.
W tej konfiguracji stary koń wpada centralnie w czaszę studenta. Szarpnęło obydwoma, studencki spadochron troszkę się rozdarł, odpadli od siebie. Student popatrzył do góry (miejmy nadzieję, że nie pierwszy raz podczas tego skoku) zobaczył rozdarcie i przesiadł się na zapas. Stary koń poleciał oddychać.

Na szczęście dla obu różnica wysokości pomiędzy nimi w momencie zderzenia pozwalała na zderzenie bez trwałego splątania. Gdyby było inaczej, być może nie skończyłoby się tylko na ratowaniu.


Obecnie splątania i kolizje są najbardziej śmiertelnym zagrożeniem dla skoczków. Mimo tego wydaje się, że i młodzi, i starzy mają to gdzieś.
  • A czy tak trudno jako wyrzucający przypomnieć o tym zagrożeniu?
  • A czy tak trudno przypomnieć, że zaraz po otwarciu ustawiamy się w poprzek linii wyrzutu obserwując, czy sąsiedzi już otworzyli spadochrony?
  • A czy tak trudno rozejrzeć się zanim się zacznie hamować demoniczny opór aerodynamiczny slajdera?
  • A czy konieczne jest stałe gapienie się na lądowisko podczas szybowania?
  • A czy wielu z nas o tym myśli?
  • A czy rozmawiamy o tym? Czy może o tym jak zrobić przezajebistą hybrydę z flarami i dwukrotną liczbą kamer na liczbę uczestników?
Przypomnijcie sobie ile razy, z kolegami, na lotnisku (nie na KWT albo Safety Days) rozmawialiście o unikaniu kolizji, o planowaniu bezpieczeństwa, o uporządkowaniu podejścia do lądowania?

Niestety padamy ofiarami utrzymania fałszywego wizerunku przygłupiego, radosnego, nieustraszonego skoczka. Który dla filmu na YT nie przestraszy się najbardziej idiotycznego skoku. Na ziemi rozmawia się o tematach przyjemnych, luźnych - takich, które nie pozostawiają wątpliwości, że jesteśmy cool i wow.

A potem kolejne pogrzeby.
A potem kolejne wizyty u kolegi w szpitalu.
Ale potem otrząsamy się z tego szybko, zakładamy kolorowy pajacyk, zaginamy paluchy, wystawiamy język - bo przecież kamera i robimy zajebisty skok, który ma zadziwić cały świat YT, bo nie ma strachu i nie ma szacunku.

Strach, potem przetransformowany na szacunek występuje, gdy mamy świadomość zagrożenia. Ale zagrożeni są jacyś oni, bo przecież na pewno nie my. My jesteśmy bezpieczni, nam stać się nic nie może. Nasze CPU musi być zajęte planowaniem niezwykłych, spektakularnych skoków
Pierwszy film to przykład tragicznego końca, gdy po kolizji jeden ze spadochronów całkiem gaśnie a doświadczona spadochroniarka ginie w wyniku odniesionych obrażeń.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz