piątek, 25 grudnia 2015

Wyrzucający. Traki oraz sraki - czujność wymagana

Tracking to coraz bardziej popularna forma skydivingu. Można przyjąć, że zazwyczaj w grupie jest lider, który prowadzi całą grupę według wcześniej przygotowanego planu. Wśród szanujących się wzajemnie skoczków można przyjąć, że lider, który pełni rolę organizatora, będzie zajmował się planowaniem w manifeście i współpracą z wyrzucającym.

Dobrze zaplanowany skok trackingowy jest relatywnie bezpieczny i wygodny dla reszty skoczków planujących spadanie mniej więcej pionowe. Można przyjąć, że przynajmniej połowę skoku grupa będzie oddalała się prostopadle od osi wyrzutu skoczków a dopiero potem obierze wygodny dla siebie kierunek wzdłuż osi.
Separacja do otwarcia będzie więc zachowana.

Dlaczego taka grupa będzie wygodna dla innych? Z tego powodu, że jeśli to jedyna grupa i jeśli wyrzucający umieści ją na początku wyrzutu, to można wychodzić natychmiast po nich, bo oni oddalają się w poprzek wyrzutu. Co za tym idzie, ostatnia wyrzucana grupa ma większe szanse dolecieć do lotniska.
Jeśli jednak jest parę lub kilka grup trackujących to wtedy zachowujemy normalną separację pomiędzy wszystkimi grupami. Skrócenie jej to zmniejszenie odległości pomiędzy grupami track.

Ze swojego własnego doświadczenia wyrzucającego dodam kilka pomysłów, podwyższających moim zdaniem bezpieczeństwo danego wyrzutu.

  • Zainteresowani trackowaniem muszą się ze sobą porozumieć, przy zdjęciu lotniczym strefy zrzutu, kto i dokąd zamierza lecieć. Często w tym momencie wychodzi na jaw, że niektórzy mają zamiar wykonać srak a nie track - ale o tym za chwilę.
  • Grupy należy odseparować od siebie najbardziej jak to tylko możliwe, choćby z tego powodu, że właśnie podczas takich skoków dochodzi ostatnio do największej liczby kolizji w swobodnym spadaniu.



  • Szczęściem wyrzucającego jest doświadczony lider takiej grupy. Można wtedy mieć zaufanie, że skok został omówiony i przygotowany nawet pod kątem tego, co robić jeśli coś komuś się nie uda.
Nie zmienia to postaci rzeczy, że odesłanie ludzi do zdjęcia celem omówienia swoich planów jest dla nich pod wieloma względami ważne:
Doświadczony lider powinien wywęszyć od razu z jakimi skoczkami będzie miał do czynienia w wyrzucie. Może udzielić pewnych rad. Mogą poznać się nawzajem i być może w przyszłości przygotować sobie wspólny skok.

Jeśli mam dwie grupy to jednych daję na początek, drugich na koniec. W tym przypadku nie przeszkadza, jeśli po trackach wychodzą jeszcze skoczkowie WS, choć tych WS odsyłam do zdjęcia z resztą przemieszczających się skoczków. Jeśli pojawia się trzecia grupa, to nie ukrywam, że włącza mi się już czerwona lampka - bo robi się gorąco. Staram się wtedy ocenić, czy jedna z trzech grup nie stanowi grupy srakowej.

Sracking
Nieudolne naśladownictwo trackingu na podstawie oglądanych w internecie filmów. Uczestnicy mają zamiar zrobić rewelacyjny skok nie poświęcając jednak czasu na naziemne przygotowanie i omówienie. Zazwyczaj to młodzi skoczkowie, którzy mogliby mieć problemy ze zbudowaniem prostej formacji, lecą więc na cool tracka - czyli sraka. Często nie wiedzą, w którą stronę zamierzają lecieć, mogą nie umieć dostrzec zmiany kierunku swojego lotu, nie mają przygotowanego planu rozejścia. To typowi ignoranci, którym nikt nie miał czasu i ochoty wytłumaczyć zagrożeń towarzyszących tego rodzaju skokom. Sracking należy kulturalnie zwalczać. Tłumaczyć, odsyłać do doświadczonych skoczków, nie pozwalać na wykonywanie głupich i nie przygotowanych odpowiednio skoków.

Znowu, w moim prywatnym odczuciu, przydałoby się regularne i dość częste szkolenie odnośnie bezpieczeństwa trackowania. Rotacja wśród skoczków jest bardzo dynamiczna. Młodzi spadochroniarze chcą spróbować wszystkiego, od razu, bez przygotowania - przecież ukończyli kurs AFF - więc to OCZYWISTE, że już mogą wszystko. Widziałbym to raczej jako konkretne reakcje ze strony wyrzucających. Proste pytanie, w jakim kierunku zamierzacie lecieć? Jeśli skoczkowie na linii sprawdzenia nie wiedzą tego, nie powinni zostać dopuszczeni do takiego skoku. Krótkie wytłumaczenie, iż zagrażają sobie oraz innym skoczkom. W tym skoku mają sobie już odpuścić. Trzeba im pokazać, do kogo mają się zwrócić, albo trzeba się zająć nimi po wylądowaniu. Zebrać ich i wytłumaczyć zasady.

Dobrą zasadą organizacyjną jest traktowanie tracka jako freefly. Do skakania freefly nie wystarczy przecież AFF. Trzeba  jeszcze dowiedzieć się czegoś więcej o dryfowaniu w masie powietrza, o specyficznym rozejściu, o posiadaniu zabezpieczeń akustycznych lub dodatkowych wysokościomierzy umieszczonych w dogodnym do obserwowania miejscu. Nie widzę żadnego powodu, dla którego warto ryzykować zdrowie innych skoczków i pozwalać młodym skoczkom, bez licencji na wykonywanie skoków freefly i track. No chyba, że będzie to robione "na bogato" i taki początkujący będzie wyskakiwał w oddzielnym najściu samolotu.

1 komentarz: