niedziela, 13 grudnia 2015

Trudno pisać o śmierci Szreka

Im dłużej będę przebywać w środowisku spadochronowym, tym większe prawdopodobieństwo znajomości osób, które ulegają wypadkom. To z jednej strony oczywiste a z drugiej trudne do zaakceptowania.
Szreka miałem przyjemność szkolić podajże w 2002 albo 2003 roku. Pamiętam jak wiosną jechaliśmy do Czech, ale tam akurat coś odpadło ze śmigłowca i nie wiedzieli, kiedy go naprawią. Pojechaliśmy więc dalej, na Słowację do Slavnicy. Z Mahoolcem i Halskim byliśmy tam we czwórkę. Szkolenie przebiegło jak po maśle i Szrek ruszył w swoją spadochronową (cywilną) przygodę.

Kilka lat później wyszkoliłem go na tandempilota. Nie ukrywam, że w tym widziałem go najbardziej. Uśmiech, łatwość nawiązywania kontaktu od pierwszego wypowiedzianego słowa, dużo ciepła.
W tym też czasie nasze drogi rozeszły się, a raczej jego droga zdecydowanie odbiła od mojej. Nie ma sensu teraz opisywać zjawiska, które dość często następuje w początkowej fazie samodzielności instruktora.

Pomimo chłodu, który zapanował pomiędzy nami, cieszyłem się ze słów uznania, które były kierowane pod jego adresem. Stał się szanowanym instruktorem, którego bardzo lubiano, i który bardzo mocno propagował zasady bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku podczas skoków. To dla mnie było dużo bardziej istotne niż okolicznościowe poklepywanie się po plecach.



Sporadycznie miałem też okazję widzieć jak Szrek ląduje. Nie jestem w tej materii żadnym ekspertem, moje lądowania nazywane są oldschoolowe i nie zamierzam już tego zmieniać. 4 z przodu hamuje mnie przed wdrażaniem czegoś nowego w dobrze działające schematy.
Przyznam jednak, że oglądając jego lądowania (podobnie jak i lądowania Dafiego) mieszała się we mnie odrobina zazdrości z ciepłym uczuciem dumy, że tak ładnie mu to wychodzi.

Co więc można napisać o kimś kogo się znało, lubiło i kto teraz nie żyje w wyniku popełnionego błędu?

Trudno jest coś napisać, gdyż z doświadczenia wiem, że każdy będzie odpychał od siebie zauważalne zależności. Każdy neguje, wypiera i odcina się od mechanizmów, które dotyczą nas wszystkich.
Trudno kolejny raz młodym i starym skoczkom pisać, że nie jesteśmy nieśmiertelni a nasze błędy mogą boleć nie tylko nas.
Dla młodych skoczków, śmierć lubianego i szanowanego instruktora może być bardzo ciężkim urazem. To wstrząs, to niedowierzanie. Jak to mogło się przydarzyć? Dlaczego akurat jemu?
Tak, jesteśmy niewolnikami własnych demonów. Każdy ma swoje własne, skrojone na miarę, gotowe do popchnięcia nas w sytuacje, z których nieraz nie ma wyjścia.

Swoopy są bardzo atrakcyjne dla widzów zgromadzonych na ziemi. Dostarczają też wspaniałych przeżyć samemu pilotowi spadochronu. Bywają jednak śmiertelne w skutkach, nie wybaczają błędów. Nie da się ich uprawiać na skróty. Nie warto ich też uprawiać "przy okazji".

Jeśli ktoś chce być dobrym swooperem musi to trenować. Konsekwentnie, systematycznie i metodycznie. To kosztowna i długa droga, która prowadzi do utrwalenia reakcji psychomotorycznych. Ryzykowne jest robienie wszystkiego "przy okazji". Każde zadanie w swobodnym spadaniu dekoncentruje, gdy w planie jest swoop.

Nie spieszcie się. Nie idźcie na skróty. Nie zmniejszajcie zbyt szybko spadochronów. Weźcie sobie do serca, jak przykro jest, gdy doświadczony człowiek ginie w wyniku błędnie wykonanego manewru. Już nie będzie tłumaczyć, nie będzie pomagać uczniom, nie będzie się z wami śmiać i wspólnie spędzać czasu. Może jednak chwila refleksji i uszanowania faktu, iż pomimo dużego doświadczenia, ten człowiek nie był odporny na błędy. Może to spowoduje, że zrozumiecie - nie ma gwarancji. Trzeba być cały czas uważnym

4 komentarze:

  1. Nikt nie jest odporny na błędy :( Mało tego im więcej umiesz tym bardziej katastrofalne jest błąd. Zostamiony mały margines nie wybacza. Tyczy się to każdego sportu

    OdpowiedzUsuń
  2. I jeszcze jedno. Dopada mnie jedna straszna myśl. Strach o wspaniałych ludzi których poznałem skacząc. Trochę to może samolubne mniejszy lęk o własne życia, a większy o życie przyjaciół. Może to reakcja obronna umysłu i wiara we własną niezniszczalność. Ponoć własna śmiertelność to jedyna rzecz której nie da się udowodnić doświadczalnie. Mój kolega, instruktor bardzo zaawansowany Skoczek. Podczas pogrzebu Shreka, powiedział mi "Chciał bym tobie powiedzieć nie martw siè, ale doświadczenie mówi mi że to się znowu wydarzy jak praktycznie co roku....." :( I to jest smutne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to wygląda. Wydaje się, że uczenie się na błędach innych to raczej hasło, które dalece i zbyt często odbiega od realiów

      Usuń
  3. W skrzynce na FB od osoby, która już mnie zablokowała znalazłem trudny list:
    Ola Szrekowska
    Iwan,
    Nie podałam jeszcze daty pogrzebu z ważnych przyczyn. Nie uważam, że jesteś osobą, która zna wszystkie okoliczności pogrzebu Shreka, żeby móc je udzielać.
    Skąd pomysł, że mogłabym "zapomnieć" poinformować społeczność spadochronową o takim wydarzeniu????
    Odbieram Twoje działanie jako prowokację i żenującą próbę zwrócenia na siebie uwagi.
    Miłego, kurwa, dnia!
    Ola Szrekowska

    Nie było mi chyba dane poznać tej osoby. Nie kojarzę. Nie mam jak odpisać, bo nie wiem komu. Może więc osoba ta przeczyta sobie to tutaj:

    Enigmatyczna osobo, Twoje sprawy zostawiam przy Tobie. To był mój student i niezależnie od tego jak bardzo mnie nie lubił przed śmiercią (co jak widać udzieliło się i Tobie) to ja pozostawię sobie dobre po nim wspomnienia. Jeśli dostałem informację o jego pogrzebie to przekazuję je dalej. Nie słyszałem o żadnej tradycji tego, że jest jakaś osoba zobligowana i jedynie uprawniona do upublicznienia takiej smutnej informacji, jaką jest pogrzeb. Życzę Ci szczerze powrotu do spokoju i normalności życia.

    OdpowiedzUsuń