czwartek, 17 grudnia 2015

Aby początek kariery przebiegł gładko i bezpiecznie

Niejednokrotnie już pisałem o przewagach spadochronowego treningu stacjonarnego nad dorywczym wyszarpywaniem swoich kolejnych skoków w sposób weekendowy.
Takie szkolenie jest dużo bardziej efektywne, przebiega szybciej i można sprawniej osiągnąć pewien punkt szczególny w karierze skoczka - licencję.

Najtrudniejsze są zawsze początki. 

Dla zachowania prawdziwości tego stwierdzenia należy usunąć początki, którymi mogą być skoki tandemowe. Te, przebiegają bardzo łatwo. Zapłacone, wyskoczone, certyfikat do łapki, uśmiech do zdjęcia z tandempilotem - jeśli akurat nie poleciał z następnym szczęśliwcem do góry. I już. Ale po tym złudnej lekkości przychodzą cięższe czasy dla "młodego".
Pogoda staje się obiektywnie i subiektywnie gorsza, czeka się całymi dniami na swoją kolej. Niektóre weekendy wypadają a potem kumulują się pasażerowie tandemowi - ci, którzy mają lekko ;)
Wielu skoczków to pamięta i nie ma co się złościć na taki obrót spraw. Życie jest takie jest.



Akcja kalkulacja.

Raz na jakiś czas w Bazie Atmosfery pojawiają się kandydaci o bardzo konkretnym planie. Raz na jakiś czas, spośród posiadających konkretny plan wyłania się ktoś, kto podjął decyzję i do niej stworzył plan. I wtedy zaczyna się bardzo poważny trening.
Ostatnio gościliśmy Bartka, który wybiera się do Australii. Zaplanował pojechać tam już z licencją skoczka. Przyjechał więc do nas. Zrobił AFF, nauczył się układać spadochrony, zrobił trening wodny, nauczył się jak latać z innymi i po niecałych 3 tygodniach wyjechał z licencją B i 52 skokami na koncie.
Co bardzo ważne, wcześniej pojechał do Norwegii, aby jako student zarobić na swój spadochronowy pomysł. Czyli początkowym elementem całego planu było zgromadzenie funduszy. W jego kalkulacjach szanse powodzenia takiego planu oraz uzasadnienie ekonomiczne miały skoki w Atmosferze.

Dla mnie, jako instruktora, bardzo istotne jest aby mieć kontakt z uczniem nie tylko przez AFF - bo prawdę powiedziawszy ten AFF to ludzie często robią "na zerwanym filmie". Emocje są tak duże, oczekiwania, presja i adrenalina, że zdolności przyjmowania wiedzy są bardzo ograniczone. Dopiero gdy ochłoną po kilku samodzielnych skokach zaczyna się kolejny głód informacji - i ten etap szkolenia uważam za niezmiernie istotny.
To dlatego namawiam, aby przynajmniej do uzyskania licencji B pojawiać się w Atmosferze co jakiś czas. Skakać gdzie indziej jak najbardziej można - to daje szerszy obraz na spadochroniarstwo, na jego bezpieczeństwo i zasady panujące na różnych strefach zrzutu.

Poniżej film ze zwykłego skoku treningowego. Bartek i Michał. Bartek przyjechał po prostu z planem. Bez tandemu, bez tunelu. Dobrze trenował, bo wcześniej musiał dużo pracować, aby zebrać potrzebne fundusze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz