wtorek, 9 czerwca 2015

Mieć swoich hejterów - to chyba już sława?

W drodze przez życie...

Idąc przez życie robimy to, co mamy ochotę robić. Nieraz robimy to, co musimy. Albo zmieniamy swoje życie i redukujemy liczbę czynności wymuszonych, albo zmieniamy swoje oczekiwania i zaczynamy lubić to, co kiedyś czynić "musieliśmy".

Na mojej drodze, co jakiś czas trafiają się "kochający inaczej". Nie, nie, proszę tu sobie nie dopisywać żadnych treści dotyczących preferencji seksualnych.
Kochający inaczej, to tacy, którzy mają jakąś skazę w percepcji, którym pomyliłem się z jakąś inną osobą, lub to, co robię odbierają jakoś bardziej prywatnie.

Umieć olać...

Chciałbym mieć na moich hejterów wyjeb@ne, chciałbym ich nie zauważać, bardzo bym chciał. Ale jestem wrażliwy i przejmuję się tym, że ktoś mnie obrzuca jadem, trwoni wiele energii na ciskanie błota. Dlatego blokuję, kasuję, wymazuję.
Nie zamierzam wdawać się w dyskusję z kimś, kto atakuje mnie a nie opinie, które wyrażam. Szkoda życia.


Dlatego też, trochę dla siebie, trochę dla hejtereów - popełniłem ten wpis.
Dalej będę robił to, co uważam za słuszne. Lista zablokowanych nie rośnie już tak szybko, jak wtedy, gdy byłem w Polsce, ale nadal rośnie.

Przeżyłem (w przenośni i dosłownie) już sporo swoich hejterów. Wiem, że nieraz nie potrafią inaczej budować swojego wizerunku jak odsrywając się od kogoś, kogo uważają za godnego odsrania swoim szambodżetem ;)

Przeniesienia...

Wiem, że nieraz czują się odrzuceni i urażeni, bo oczekiwali ode mnie, że będę kimś innym w ich życiu. Ale niestety nie byłem ani przez moment tym, kogo chcieli widzieć. Doznali po prostu iluzji przeniesienia pewnych cech, pewnych emocji, pomylili się. Nie byłem i nie jestem ani bratem, ani tatą ani swatem...

Każdy ma swoje życie, swoje decyzje, swoją odpowiedzialność. Może czas, żeby zamiast zajmować się tym, co ja robię, zajęli się sobą. Tego im i sobie życzę.

A póki co, mam dla nich tą uroczą fotografię z symbolem wskazującym im drogę. Obyśmy nie musieli się spotykać w tym życiu, po co mają narastać napięcia. Idźcie w swoją drogę i nie zajmujcie się moim życiem tak, jak ja obiecuję nie wtrącać się w wasze.

1 komentarz:

  1. Miło widzieć (czytać), że się temu wciąż nie poddajesz i konsekwentnie kroczysz swoją ścieżką :). Pozdrawiam, Tomek

    OdpowiedzUsuń