środa, 11 lutego 2015

Reserve Static Line i jemu podobne

RSL, LOR2, SkyHook

Czy można wykonywać skoki spadochronowe bez zrozumienia działania sprzętu spadochronowego? Niestety tak. Poziom wiedzy skoczków pozostawia wiele do życzenia
RSL

RSL czyli Reserve Static Line to bardzo proste rozwiązanie, które uratowało wiele spadochronowych duszyczek.
Tasiemka podłączona karabinkiem do taśmy nośnej głównego spadochronu i do zawleczki zapasowego. Czasza główna, jeśli nie napełni się prawidłowo to i tak, przy swojej powierzchni wystawionej na działanie wiatru relatywnego stanowi olbrzymi opór. Może więc być statkiem wynoszącym dla zawleczki od zapasu lub nawet dla samego zapasu.

Mniej więcej 0,3 – 0,4 sekundy po uwolnieniu czaszy głównej następuje inicjacja procesu otwierania spadochronu zapasowego.

RSL miał już swoich prekursorów technicznych w zestawach spadochronowych plecy-piersi (może lepiej brzuch bo zaraz się skoczkowie płci męskiej rozkojarzą) Był to tzw Stevens czyli linka łącząca taśmę nośną od głównego z uchwytem od zapasu. W systemach plecy-plecy tasiemka może być krótsza i nie wymaga żadnej obsługi.
Dawniej automaty spadochronowe nie były tak popularne  i zdarzały się dość często wypadki typu NOP – no opening. Skoczek albo nic nie robił i na sposób zderzenia niesprężystego przekazywał energię kinetyczną Ziemi (która ani drgnęła od tej tragedii) albo po stwierdzeniu awarii decydował się na zbyt niskie podjęcie procedury awaryjnej (efekt taki sam jak wyżej) albo tylko odczepiał czaszę i dalej nic nie robił.

To ostatnie skłaniało do myślenia. O ile pierwsze dwa przypadki można wytłumaczyć słabszym kojarzeniem, może problemami natury decyzyjnej może zwykłego szoku, to w ostatnim z przypadków widać było reagowanie. Tylko dlaczego po zdiagnozowaniu awarii kończyło się na odczepieniu czaszy głównej? Jedną z odpowiedzi były emocje. Skoczkowi trudno się rozstać ze swoją czaszą główną jeśli jest już napełniona. Awaria nie pozwala na bezpieczne wylądowanie ale nad głową wygląda prawie OK, pojawia się lęk, że ten drugi spadochron to już ostatni.

Jeśli nie zostało wyrobione zaufanie w zapas jako spadochron awaryjny a nie DRUGI spadochron to faktycznie w głowie młodego skoczka robią się kiełbie.
Tak więc skoczek jest miotany niepewnościami a czas ucieka, szkolenie daje o sobie znać i on wie, że MUSI zareagować. Ale jest mu trudno bo co to będzie jak drugi spadochron się nie napełni. Wreszcie zbiera się w sobie i odczepia niesprawną czaszę. Tu następuje ulga bo podjął decyzję, podjął akcję. Brak w szkoleniu, dokładnie brak odruchu owocuje jednak tragedią.
RSL był w tym przypadku rozwiązaniem idealnym. Prosty, tani, szybki, trwały, niezawodny no po prostu piękny jak ten motyl na wiosnę.
Automaty trochę przyćmiły tą sławę. Pojawiły się w obrzydliwej statystyce przypadki gdy RSL zaszkodził – tu chodzi o splątania na czaszach. Zbyt szybkie uruchomienie zapasu powoduje bowiem dalsze splątanie ale już niestety ostateczne.
Marketingowcy od AAD mieli też większe zaangażowanie w promocję swoich elektronicznych cacuszek. Wiadomo, że więcej energii zostanie włożone w sprzedaż urządzenia za około 1000 Euro przy kosztach produkcji kilkudziesięciu no może setki eurosków.

Wiadomo było, że RSL ma słabe strony:

  • przy pęknięciu taśmy nośnej, tej z mocowaniem RSL - otwierał zapas w czaszę główną,
  • przy splątaniach nie dawał szans na oddalenie się od kotłowaniny,
  • przy równej długości kabli od zamków pierwsza mogła odłączyć się taśma z mocowaniem RSL i znowu zapas idzie w główny,
  • przy otwartych dwóch czaszach (jeśli zapas aktywował AAD) istnieje niewielkie zagrożenie przytrzymania taśmy nośnej głównego spadochronu po jego odczepieniu. Zawleczka od zapasu może znaleźć się pomiędzy trzema kółkami.


LOR2
Francuzi wymyślili swoją konstrukcję – LOR2. Bardzo sprytna kontynuacja pomysłu i chyba najlepsza jeśli chodzi o prostotę i funkcjonalność. Nie jedna tasiemka to jednej taśmy nośnej ale dwie tasiemki do dwóch taśm nośnych. Czyli nawet jeśli jedna taśma pęknie to i tak trzeba odczepić drugą aby ten system zadziałał. Nie rozwiązywało to oczywiście problemu splątań ale tego problemu nie rozwiąże żaden system NATYCHMIASTOWEGO otwierania zapasu.
LOR2 został opatentowany więc teraz Amerykanie nie mogli sobie go skopiować.

Są jednak kraje, gdzie aż tak bardzo się tym nie przejmują. Czesi bez żadnych ceregieli zaczęli sobie montować lepszą wersję – kopię LOR2. Niby inaczej bo nie tasiemka tylko biała linka i mocowana do drugiego kółka a nie do taśmy nośnej.
Rynek się nieco ustabilizował, skoczkowie zaczęli dawać się ponosić wiatrom mody. Więc przyszedł czas na drugie uderzenie - systemy przyspieszające otwarcie zapasu. Tu prym na rynku wiedzie RSL SkyHook, opatentowany przez wynalazcę trój kółkowych zamków odczepiających czaszę główną Bill Booth. SkyHook nie jest jedynym na rynku, są jeszcze MARD, czy RAX. Choć budowa ich różni się między sobą zasada jest prosta – podczepić do oddalającej się czaszy freebag od zapasu. Czyli zastąpić w pierwszej fazie otwierania pilocik sprężynowy pewniejszą, bo już umieszczoną nad głową czaszą główną.

skyhook
Oto jak zbudowany jest SkyHook. Metalowy element w kształcie przypominającym bardziej nóż do cięcia pasów bezpieczeństwa niż hak naszyty jest na szeroką taśmę łączącą paczkę i pilocik sprężynowy.
Jeśli skoczek lub AAD uruchamia zapas wtedy pilocik sprężynowy zsuwa z końcówki skyhooka tasiemkę RSL i uruchamia normalnie zapas,
Jeśli skoczek robi fuck you – rescue, wtedy: 
  • czasza główna wyciąga tasiemkę RSL, która po pierwsze rozłącza drugi zamek (bowden składa się z dwóch części a pomiędzy nimi, na cięgnie zamka jest pętelka tasiemki RSL. Genialne i proste za razem. 
  • Po drugie tasiemka RSL wyrywa zawleczkę i otwiera pokrowiec. Po trzecie ciągnie za skyhooka i wyciąga paczkę.
  • Efektem pracy układu jest powiewająca czasza główna, dyndający na niej freebag z pilocikem i skrócony o kilkadziesiąt metrów proces napełniania zapasu.


Gra jest warta świeczki, szczególnie jeśli procedura awaryjna została podjęta poniżej ogólnie przyjętej bezpiecznej wysokości.

Czy są jakieś dodatkowe minusy?
Praca układu jest prawidłowa i faktycznie skraca dystans napełniania się spadochronu zapasowego. Jednak można się przyczepić do czegoś, jedno (co kosztowało już parę duszyczek) to komplikacja w trakcie układania i szczególna uwaga mechaników spadochronowych.
Drugie to zachowanie się RSL Skyhook w przypadku małych spadochronów i awarii linetwist. W tym przypadku skręcenie i obroty mogą zostać przeniesione na freebag. Czyli po linetwist mamy kolejny linetwist. Tym razem na zapasie. Choć tu skoczkowie dzielą się na trzy obozy. Tych, którzy uważają, że będzie line twist na zapasie bo użyciu SH. Tych, którzy uważają, że go właśnie nie będzie, oraz tych, którzy mają to wszystko gdzieś.

Kilka fotek z układania zapasu z MARD Sky Hook







Zakręt ewolucji

Przez ponad 100 lat systemy spadochronowe ulegały uproszczeniu. Teraz mamy przejawy nowych ruchów na rynku. Dodaje się nowe elementy. Osobiście dla mnie jest to ryzykowne. Najgorsze, że testuje się to na klientach. Jako instruktor po prostu unikam nowinek, do czasu jak użytkownicy tego nie zweryfikują. To tak jak informatycy unikali nowych wersji Windows do momentu aż wyjdzie pierwszy patch up.
Kolejna ważna sprawa to fakt, iż spadochrony zapasowe i ich pokrowce przechodzą testy ETSO lub TSO a RSL takich testów nie przechodzi, podobnie jak i automaty.

Dla kogo i kiedy RSL? W moim odczuciu te systemy są dedykowane dla studentów i do tandemów. Z dwóch różnych przyczyn. Dla studentów – bo ci potrafią odwalić najbardziej nieprzewidywalne numery i lepiej zabezpieczyć ich na wszelkie sposoby. Dla tandemów, bo w sytuacjach awaryjnych po prostu trudniej jest obsługiwać system, ze względu na wieżgającego pasażera i RSL staje się bardzo wygodny.

Ten tekst w żaden sposób nie jest fragmentem przygotowywanego podręcznika, to jedynie zagadnienie, które w bardziej suchy sposób będzie opisane aby rozumieć co się ma na plecach. Głupota i brak wyobraźni zabija. Żaden sprzęt, niezależnie od tego jak zaawansowany technicznie nie jest w stanie wygrać z ignorancją użytkownika. Co innego więc uczyć się podstaw, co innego zastanawiać nad detalami, składając je w całość w swojej wyobraźni.


1 komentarz:

  1. Super tekst. Dzięki Iwan. Ten skyhook to naprawdę fajna sprawa. Prawde mówiąc wolałbym skakać bez klasycznego RSL-a, ale jako zółtodziób będę bo jak napisałeś nie wiadomo jaki numer się wywinie podczas tego pierwszego (rozdziewiczającego) razu. Nawet za siebie nie jestem w stanie poręczyć, że w momencie takiego stresu zareaguję właściwie i szybko (!) tj. bez zbędnej zwłoki :-)

    OdpowiedzUsuń