czwartek, 8 stycznia 2015

Nigdy nie mów nigdy. Static line może powrócić.

Skoki desantowe.

Gdy zaczynałem swoją przygodę ze skokami nie miałem pojęcia o jakimkolwiek wyborze. Myślę, że teraz może wydawać się to niepojęte ale skoki nie kojarzyły mi się z niczym poza białymi, okrągłymi czaszami desantowymi. Skoczkowie spadochronowi byli zaś cwaniakami, takimi jak choćby bohater filmu "Czerwone berety" grany przez Mariana Kociniaka.
Można powiedzieć, że zaczynałem kurs jako totalna tabula rasa. 

Załapałem się na glebotłuki i dzielne skoki z 800 metrów. Wyboru nie znałem i raczej go nie miałem. Oczywiście nie mam też powodów do żalu.
Użyć sformułowania "popularne" wobec szkolenia na linę byłoby nadużyciem. Po prostu tak się szkoliło. Aerokluby dysponowały tłokowymi, wolnossącymi samolotami An-2, PZL 101 Gawron i PZL 104 Wilga. Szkolenie było dofinansowane z MON oraz MEN, miało przysłużyć się obronności kraju i dać młodzieży jakąś alternatywę.
W żadnym wypadku nie można powiedzieć, że czegoś brakowało tej metodzie szkolenia. Była efektywna, dopasowana do specyfiki otaczających okoliczności również tych sprzętowych.


Na przełomie milenium static line był w odwodach.
AFF kroczył dumnie, jako nowoczesna metoda indywidualnego szkolenia. Adepta rzucało się z dużej wysokości od razu na głęboką wodę. Materiały filmowe były nieporównanie bardziej atrakcyjne. Szkolenie, ze względu na swój charakter miało zachodni szyk i zachodnie ceny. Zyskiwało na popularności wraz ze zwiększającą się liczbą stref zrzutu.
Dziś nadal AFF wydaje się być lepszą metodą, choć warto się przyjrzeć dokładniej obu rodzajom szkolenia. Szczególnie w dobie popularyzowania tuneli aerodynamicznych. Te ostatnie mogą bowiem bardzo zmienić rozkład sił.

Określmy warunki progowe

Do dalszych rozważań pozwolę sobie przenieść okrągłe spadochrony do lamusa. Niech stanowią atrakcję historyczną, ciekawostkę do zaliczenia dla doświadczonych skoczków oraz niech wspierają wojskowe pomysły. Zostańmy przy dwóch metodach, które wykorzystują sprzęt porównywalnej jakości technicznej. Obie czasze szybujące, systemy plecy-plecy, wyposażone w AAD.


Zalety i wady szkolenia na linę.

Nieładnie mówiąc zaletą jest duży przemiał. Pakujemy do samolotu kilu, kilkunastu uczniów. Jednego instruktora sadzamy w samolocie, niech wyrzuca. Drugiego uziemiamy z radiem dla uczniów. W kolejnych najściach prujemy. Gdy układacze męczą się ze sprzętem można omówić film przedstawiający technikę oddzielenia się od samolotu. Dla organizatora skoków specyfika szkolenia SL może więc być kusząca.

Jakie minusy szkolenia na linę.

Dla ucznia problem stanowi czas szkolenia. W zestawieniu z AFF osiągnięcie samodzielności może się trochę bardziej ciągnąć. Innym problem jest zadęcie środowiska spadochronowego i podział na my i oni. My, znaczy ci po AFF i oni, czyli ci po SL. Wygląda na to, że szkolenie na SL zaczyna być delikatnie mówiąc, faktem wstydliwym, z którym lepiej się nie obnosić. W dobie błyskawicznego dostępu do informacji, kandydaci na kursantów mogą się tego dowiedzieć, może mieć to wpływ na ich decyzję. 
Dodatkowo krecią robotą jest wysokość skoku. Materiały reklamowe z tego szkolenia nie mają takiego działania jak abstrakcyjne fotki ze swobodnego spadania.


Jakie plusy AFF?

Kolorowy zawrót głowy. Fajne foki i filmy. Obietnice (często realizowane) bardzo krótkiego szkolenia i szybkiego wejścia do kręgu samodzielnie skaczących. AFF to doskonały produkt dla małych szkół, które skupiają się wokół dużego, turbinowego samolotu. To również niezły produkt dla organizatorów dysponujących liczną kadrą instruktorską.
AFF ma charakter indywidualnego szkolenia, w każdym razie ideologicznie jest bliższy takiemu modelowi niż SL.


Jakie minusy?

Krótkie szkolenie to miecz obosieczny. Szybkie samodzielne skoki mogą się okazać zbyt wczesnymi samotnymi skokami. Kolejka chętnych kursantów i mała liczba instruktorów może znacznie wydłużyć oczekiwany okres szkolenia. Samolot latający na 4000 metrów to niemal pewność pojawienia się pasażerów tandemowych - podstawy funkcjonowania stref zrzutu.


Co się miesza i co może wymieszać?

Małe podmioty szkoleniowe weszły przebojem na postsocjalistyczny rynek. Aerokluby zakasłały, część z nich kopnęła w kalendarz. Małe podmioty przerodziły się w większe organizacje, obecnie prężnie działające, zatrudniające instruktorów. Te aerokluby, które przetrwały również rosną w siłę. Rozdrobnienie szkoleniowe zaczyna się skupiać w większych podmiotach. Rynek stabilizuje się wokół samolotów, ich rozmiaru i rodzaju napędu.
Dla organizatora SL może znowu wyglądać atrakcyjnie o ile samolot na to pozwala.
Nie każdy samolot jest stworzony do skoków desantowych. Między innymi z tego powodu powstała mutacja szkolenia SL, czyli IAD. 


Tunele już zmieniają rynek. 

Pogoda bardzo utrudnia działalność. Globalne ocieplenie powinno zostać nazwane globalnym zachmurzeniem. Dla zamkniętych tuneli to wspaniała informacja. Coraz więcej skoczków transformuje swój budżet weekendowy. Przesuwają coraz więcej żetonów w stronę rury z rozpędzonym powietrzem. Jednocześnie pojawia się coraz więcej osób, które najpierw polatały a teraz chcą skakać.
Dla nich mariaż tunelu i SL to idealne rozwiązanie. Zostaje uzupełnione zaburzenie proporcji pomiędzy umiejętnościami w swobodnym spadaniu i lataniu na czaszy. Szkolenie zostaje podzielone bez napięcia na dowolny czas tunelowy, wylatany kiedy się chce i serię skoków, które można zrealizować dość szybko.
Problem gorszych postępów w swobodnym spadaniu zanika. Klient jest bardziej zadowolony i organizator może przygotować większą łopatę, która pozwoli łatwiej przetrwać na trudnym rynku pogodowym.
Moim zdaniem to przyszłość. Powrót do SL, w którym umiejętności uzupełniane są w tunelu. Szkolenie stricte spadochronowe dotyczy obsługi spadochronu i opuszczania samolotu. Czas pokaże.

4 komentarze:

  1. Dzień dobry,
    To już się dzieje !
    Podstawowy kurs SL
    30 minut tunelu
    Skok z instruktorem
    Tak obecnie coraz częściej wygląda droga do samodzielnych skoków - większość moich znajomych łącznie zresztą ze mną taką przebyło, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że SL powoduje że uczniowie uczą się pokory. Wiadomo, trzeba być cierpliwym. Szkolenie dłuższe ale powodujące wyższą koncentrację ucznia na poszczególnych zadaniach: oddzielanie od statku powietrznego, technika lądowania, pierwsze "uchwyty", kontrola wysokości itd. AFF zlepek wszystkiego w expresowym czasie. Spadochroniarstwo to to "sport" dla cierpliwych i pokornych.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie ma to jak "miszczunio" po AFFie - skoków 60, PJB za czwartym podejściem, znawca wszystkiego, patrzący z pogardą na na wyszkolonych prehistoryczną metodą SL, latający tylko Turboletem - bo reszta to badziew, lans kombinezonik + bajery i myślący już o BASE. :) Pozdrawiam super blog.

    OdpowiedzUsuń
  4. W co się rozwinie nasz rozwój, to zobaczymy. Ale źli ludzie mogą wszystko wykorzystać przeciwko nam. Nawet najprostszą rzecz.

    OdpowiedzUsuń