niedziela, 21 grudnia 2014

Dłuższa przerwa w skakaniu - jak nie marnować czasu

Skoki spadochronowe to aktywność oparta o nawyki psychomotoryczne. Wymaga stałego trenowania i uprawiania aby można powiedzieć, iż jest relatywnie bezpieczna. Niestety, dla większości skoczków aktywność ta ma charakter sezonowy.
Sezonowość spadochroniarstwa niesie ze sobą pewne zagrożenia. Są one większe dla mniej doświadczonych skoczków, choć nie można ich lekceważyć nawet mając na koncie tysiące skoków.

Co nam się wydaje?

Pamięć płata figle i zniekształca obraz przeszłości. Po przerwie możemy mieć problem zarówno jeśli wyolbrzymiamy nasze umiejętności jak i popadamy w lęki. Obie aberracje mogą prowadzić do popełniania błędów i kontuzji. Oba kłamstwa naszej pamięci mogą powodować powstawanie nadmiernych emocji, czy to euforii, czy to lęku. O ile jednak lęk stanowi swego rodzaju hamulec i motywuje do przygotowania skoku, to euforia jest radosnym sabotażystą naszego bezpieczeństwa.


Dłuższa przerwa w skokach może być porównana do powrotu motocyklistów na drogi po zimowej przerwie. Wielu z motonitów nie przeżywa tych pierwszych powrotów.
W spadochroniarstwie nie jest aż tak źle, ale obserwując wypadki i katastrofy można znaleźć zależność pomiędzy początkiem sezonu a zachwianiem bezpieczeństwa.
Co bardzo istotne, to nie studenci ulegają wypadkom ale samodzielni skoczkowie z grupy średnio zaawansowanych. 
Studenci są pod opieką instruktorów, podlegają także procedurom szkoleniowym ośrodków spadochronowych. Ci, którzy już zakończyli szkolenie uzyskując świadectwo kwalifikacji lub licencję B FAI wypadają z tego kręgu bezpieczeństwa.
Z kolei stare konie, które skaczą po kilkanaście lat, mniej lub bardziej świadomie poznali te zagrożenia i zdążyli wyrobić sobie trwałe nawyki bezpieczeństwa. A może, po prostu są szczęściarzami i życie potwierdziło ich farta.

Najtrudniejszy jest pierwszy tysiąc skoków, potem już idzie lekko.

Bezpieczeństwo kryje się w głowie skoczka. Tam czyhają pułapki. To nie czynniki zewnętrzne a sploty okoliczności i powiązane z nimi decyzje skoczka powodują wzrost zagrożenia. Inaczej mówiąc, sami pchamy się w łapska zagrożeń. Nieistotne jest, czy wynika to z brawury, z braku wiedzy czy też chęci popisania się przed innymi skoczkami. Nasze decyzje są wiążące i odpowiedzialność spoczywa na barkach każdego ze skoczków.
To zaś, czy decyzje są prawidłowe ma bezpośredni związek z uzyskiwaniem wiedzy, utrwalaniem jej oraz z sumiennym treningiem przygotowującym.
Trzeba więc zadawać sobie sprawę z pewnych ułomności i pułapek umysłu. Nie można lekceważyć procesu uczenia się i treningu na żadnym etapie swojej przygody ze skokami.


Koniec szkolenia podstawowego to w istocie początek.

W szkoleniu podstawowym przenosimy niewielką część odpowiedzialności na instruktorów. Możemy korzystać z ich doświadczenia, opierać się o na ich decyzjach i bezpiecznie kształtować swój punkt widzenia na skoki. Jednak mylnie postrzegany jest koniec szkolenia. To zakończenie tylko pierwszego etapu. Zaczyna się o wiele dłuższy proces, w którym trenerem i nauczycielem jest skoczek sam dla siebie. Posiada już licencję na zabijanie. Może uszkodzić siebie lub kogoś innego i ponosić za to pełną odpowiedzialność. To silna motywacja do rozwoju.
Nie ma sensu oczekiwać, że ktoś zmusi skoczka do treningu, że ktoś będzie czuwał nad jego poziomem wiedzy a ta paruje szybciej woda. Po pół roku ulatuje z głowy skoczka nawet 80% wiedzy z kursu. Niebezpieczne jest to, że skoczkowi wydaje się, że pamięta. Pamięta salę, w której się szkolił, pamięta różne szczegóły ale już nie pamięta treści wykładów.
Wiedzę należy kilkakrotnie odświeżyć, aby się utrwaliła i była dostępna w praktyce.
Nieco lepiej jest z pamięcią proceduralną, czyli w uproszczeniu połączoną z ćwiczeniami praktycznymi.


Najlepsza jest profilaktyka.

Zamiast więc czekać do wiosny i sprawdzać jak wiele zapomnieliśmy lepiej jest wykorzystać przerwę w skokach na pogłębianie swojej wiedzy. Na odświeżanie, na myślenie, analizę. Planować, dyskutować z innymi skoczkami, dowiadywać się nowych rzeczy. Zaprzęgnięcie umysłu do rozważań o skokach może mieć przeniesienie na bezpieczeństwo.

Trening zaś czyni mistrza a brak treningu pierdołę.

Ćwiczenia w przerwie pomiędzy sezonami nie muszą być czymś spektakularnym. Pierwszym skojarzeniem będzie trening w tunelu i rzeczywiście jest to wspaniałe narzędzie podwyższania umiejętności w swobodnym spadaniu. Tunel stanowi jednak symulator jednej tylko fazy skoku. Fazy, która pod kątem bezpieczeństwa jest najmniej istotna. 
Zimą nadal dostępne jest wyposażenie ośrodków szkolenia spadochronowego. Nadal można umówić się na trening procedury awaryjnej, nadal można poprosić o spadochron i potrenować wyrzucanie pilocika. Można ćwiczyć sylwetkę, ustawienie w drzwiach (makieta) samolotu. Trenować rozejścia z formacji. 
Dla laika taki "dirt dive" bez samego skoku może wyglądać śmiesznie. Łatwo w ten sposób zobaczyć, kto mało jeszcze wie o bezpieczeństwie i kogo śmieszy coś, co powinno powodować szacunek.
Jesteście samodzielni? To może czas samodzielnie wziąć sprawy w swoje ręce. Kilka osób wystarczy aby razem przygotować dobry trening. Wspólna dyskusja i planowanie treningu to dobre przygotowanie teoretyczne. Zrealizowanie tego treningu to ukłon w stronę swojego bezpieczeństwa. A i na wiosnę będzie się przyjemniej skakało. Może zimą uda się zebrać fajny zespół, który od początku sezonu będzie skakać mniej samotnie i bardziej z sensem?

Uwaga!
Już jest dostępny poradnik spadochronowy "Co dalej po AFF?"
E-book przeznaczony jest dla mniej doświadczonych skoczków.
Dowiedz się węcej!

1 komentarz:

  1. Pierwszy tysiąc skoków brzmi zabawnie dla kogoś kto nigdy nie skakał :)Przecież to dużo, ale z drugiej strony sama nie wiem czy dwa tysiące by mi wystarczyły bym się przyzwyczaiła :)

    OdpowiedzUsuń