wtorek, 28 października 2014

Wyrzucanie pilocika - koniec zabawy czy początek problemów

Otwieramy spadochron

Wiadomo, że warunkiem wykonania kolejnego skoku spadochronowego jest otwarcie spadochronu. Historyjki o lądowaniu na stogu siana, albo ośnieżonym stoku górskim są pocieszne ale mało praktyczne w zastosowaniu.

Obecnie najbardziej popularnym systemem otwierania głównego spadochronu jest BOC (Bottom Of the Container) czyli miękki pilocik umieszczony na spodzie pokrowca. 

Obsługa spadochronu głównego wymaga od skoczka stabilnej sylwetki podczas otwierania. Paczka, w której ułożona jest czasza spadochronu jest zamocowana do jej szczytu. Istnieje więc realne zagrożenie, iż w trakcie wykonywania salt lub beczek skoczek może pozawijać się w otwierany spadochron. Przy skrajnym nasileniu pecha może nawet zablokować otwarcie spadochronu zapasowego.
Dlatego podczas szkolenia AFF jedną z najważniejszych umiejętności jest stabilne, płaskie spadanie twarzą (brzuchem) w stronę napływających strug powietrza.


Wyrzucanie pilocika w trakcie szkolenia AFF wykonywane jest pod czujnym okiem instruktora. Zawsze może on zalecić dodatkowe ćwiczenia na ziemi. Poprawić technikę i skorygować ewentualne błędy popełniane przez skoczka. Samotne skakanie, już po zakończeniu szkolenia podstawowego sprzyja jednak różnego rodzaju odstępstwom od dobrej techniki.

Najczęstszym grzechem skoczka jest pomaganie sobie i mimowolne podnoszenie pokrowca poprzez prawostronne wypchnięcie do góry bioder. Taki układ powoduje niesymetryczny opływ powietrza wokół ciała skoczka, powietrze uderza w startującą paczkę spadochronu głównego  z jednej strony i może doprowadzić do skręcenia linek. 
To jest właśnie legendarne "bad body position" czyli tajna broń układaczy w walce o zachowanie dobrego imienia. Faktycznie zła pozycja przy otwarciu to problem bardzo popularny nawet u doświadczonych skoczków.

Wyżej wspomniany problem nie jest jednak dużym zagrożeniem o ile nie mamy na plecach agresywnego spadochronu i nie mamy w zwyczaju otwierać go nisko. Ale niechlujne wyrzucenie pilocika to już błąd, który może napędzić dużo strachu i może prowadzić do kilku sytuacji awaryjnych.


Jak wyrzucić pilocik?

Dynamika wyrzucania pilocika jest sprawą drugoplanową. Pomimo nazewnictwa 'wyrzucanie pilocika' chodzi bardziej o odpowiednie odprowadzenie go od pokrowca w strefę, w której są najlepsze strugi powietrza.
Wokół ciała skoczka tworzy się łezka zawirowań powietrza z rotorami, które najbardziej panoszą się właśnie przy pokrowcu spadochronu.
Najlepsze miejsce, w którym możemy puścić nasz miękki pilocik znajduje się z przodu naszej sylwetki. Proste ramię wyznaczające mniej więcej godzinę 2.
Spotkałem się z metodyką szkolenia, w której instruktorzy zalecali spojrzenie na pilocik i dopiero puszczenie go. Miało to oczywiście swoje minusy podczas podstawowego szkolenia, gdyż studenci pamiętali aby spojrzeć i sobie tak spadali i patrzyli nie puszczając go ale jest w tej technice spore ziarno prawdy.
Lepiej bowiem puścić pilocik w dobrym miejscu niż dynamicznie machnąć ramieniem ale puścić pilocik blisko tułowia.
Dłoń należy prowadzić wierzchem do napływających strug powietrza aby uniknąć przerzucenia pilocika pod dłonią i przelatywania paczki pod pachą.

Jak nie wyrzucać pilocika?

Gdy niechlujnie wyrzucamy pilocik blisko tułowia strugi powietrza mogą zagarnąć go i przykleić do naszego pokrowca.
Taka awaria nazywa się przyssaniem pilocika i jest o tyle wredna, że przebiega przy pełnej prędkości spadania i przy pełnej dezorientacji skoczka. Przecież miał pilocik i go wyrzucił a tymczasem nad głową nie ma nic, nawet nie ma holowanego pilocika.
Szczęściarze mogą liczyć na to, że oglądanie się na boki spowoduje start pilocika.
Jeśli mamy refleks Chucka Norrisa to możemy wysunąć ręce do przodu i zrobić spływ do tyłu (oczywiście o ile wysokość nam na to pozwala), wtedy powietrze ma szansę zdmuchnąć pilocik i zainicjować proces otwierania.

Przy przyssaniu pilocika możemy spodziewać się konieczności przystąpienia do procedury awaryjnej. Wystarczy teraz sobie chwilę pomyśleć nad ciągle dyskutowaną kwestią odczepiania czaszy lub pozostawienia jej podłączonej, nad prędkością i ewentualnym strzałem automatu. Można zastanowić się co się stanie jak będziemy z tyłu grzebać i pilocik owinie się nam o dłoń. Jeśli przy otwarciu nie kontrolujemy dostatecznie pracy nóg możemy jeszcze sobie wyobrazić podkowę, gdy pilocik owinie się o stopę (widziałem, siwiałem, odradzam) itp itd. 

Po niewielkiej gimnastyce, bardzo zalecanej dla mózgu skoczka, kwestia prawidłowego wyrzucania miękkiego pilocika powinna nabrać żywszych kolorów.

2 komentarze:

  1. Czy zastosowanie pilocika opartego na sprężynie do kontenera zamiast BOC mogłoby poprawić bezpieczeństwo i pewność poprawnego startu oraz inflacji pilocika ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Od tego się zaczęło. Najpierw był system ze sprężynowym pilocikiem, czasem nawet z dwoma pilocikami. Przy sylwetce neutralnej skoczka pilocik startował w zawirowania i bardzo często były przyssania. Dodatkowo dużo trudniej zamykało się pokrowiec. Pierwszym patentem był więc miękki pilocik, który umieszczono na taśmie udowej. Potem przeniesiony został bliżej, pod pokrowiec.

    OdpowiedzUsuń