sobota, 25 października 2014

Nowy rekord wysokości skoku - bez fanfar

40 kilometrów. Oto nowy rekord. Tym razem pobity bez spektakularnego, medialnego hałasu. 


Alan Eustace skoczył ze stratosfery, z wysokości ponad 40 kilometrów (135 908ft), spadał 15 minut.

Red Bull Stratos, przygotowania, treningi, wszystko jak w Big Brother. Kapsuła, niemal lot w kosmos, niesamowite zwycięstwo homo sapiens nad wszechświatem.

Trudno nie przyznać racji, że promocja napoju energetycznego w tej materii zbiegła się z promocją spadochroniarstwa. Pod strzechy, wraz z sygnałem antenowym, wraz z prasą, nie wspominając o internecie - docierało wszystko.

Zaklepany najlepszy czas antenowy. Wszyscy z paczkami czipsów kosmicznych czekają na relację. Czekają, czekają i nic...za bardzo wieje.
Następnym razem też. Wyprute ile się da z uwagi ludzkiej, marketingowy majstersztyk.

A teraz bach, wiceprezes Google, 57 letni inżynier wali nowy rekord.

Felix na obozach kondycyjnych w lasach tropikalnych Amazonii biega z ciężkim balem drewnianym na plecach, je surowe skorpiony obficie skropione tobasco, pije jad grzechotników zanim przymierzy nowy, kosmiczny skafander.
Alan pyta sekretarkę kiedy ma jakieś wolne okienko w harmonogramie bo przyszło mu do głowy walnąć jakiś rekordzik. 
Felix uczy się koncentracji u tybetańskich mistrzów, chodzi bosymi stopami po gorącej lawie wulkanicznej i jedynie zimny napój z dodatkiem tauryny chroni go przed spaleniem nóg do kolan. Ogląda po powrocie rozmieszczenie przyrządów pomiarowych w kapsule półkosmicznej.
Alan siedzi w pracy przy biurku i patrzy przez okno. Wysyła zamówienie do firmy produkującej kombinezony.
Felix wygrywa maraton choć jako jedyny z dodatkowym obciążeniem (dwóch szczupłych dyrektorów sprzedaży napoju) biegnie na rękach bez użycia rękawiczek.
Alan pije kawę z mlekiem.

Bo chcieć znaczy chcieć. Móc znaczy móc. Wielkie rzeczy należą do wielkich...firm.
To nie Felix został pokonany przez Alana w walce o rekord.

Red Bull przegrał z Google.

To nie gladiatorzy wygrywają tą walkę a ich uzbrojenie. Technologia i marketing wchodzą w przestrzenie, które przez jakiś czas zapełnione były poszukiwaczami adrenaliny. Pasjonatami osiągania kresu ludzkich możliwości.

To nie sport. To nie sportowa walka. To fascynujące zjawisko przenikania różnych światów w poszukiwaniu zainteresowania zblazowanych ludzi szarych od telewizorów i monitorów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz