poniedziałek, 28 lipca 2014

Kto odpowiada za bezpieczeństwo spadochroniarzy?

Każda tragedia dotycząca jakiegoś środowiska oznacza chwilowy wstrząs. Radosne, chwilami aktywne, częściej zaś grillujące grupy lotników podnoszą głowy do góry patrząc, cóż to za dramatyczna anomalia.
Przez jakiś czas pojawiają się świeczki, leją się łzy, pojawiają się zaciśnięte pięści skierowane tu i ówdzie. Potem stopniowo zaczyna panować utarty ład, akceptowany porządek.


Można sobie gdybać nad pechem, nad niesprawiedliwością losu ale do niczego konkretnego to nie doprowadzi. Myślenie o pechu, karmie i deterministycznym wzorze naszych ścieżek życia jest fascynujące i równie jałowe.

To utarty porządek, to akceptowany ład jest źródłem. Koła zębate mielą maleńkie zdarzenia, małe zgrzyty nie przerywają śmiechu i radości. Wkomponowują się nawet w muzykę, są pikantną przyprawą dodającą smaku tej potrawie. Niektórzy nawet rozsmakowują się w tym, co takie ostre a tych, co lubią łagodne smaki lekce sobie ważą. 

Małe zgrzyty mogą być zupełnie nieistotne, choć zadać sobie można pytanie, dlaczego dopiero tragedia lub poważny incydent są ważne? Dlaczego te zakończone szczęśliwie incydenty przechodzą niezauważone?

Kto zapewnia skoczkowi bezpieczeństwo? No kto?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta, on sam. Nie da się znaleźć odpowiedzi bardziej prawidłowej i funkcjonującej jako samoregulacja bezpieczeństwa. Jeśli byłaby to jakaś osoba lub instytucja z zewnątrz następowałoby zaburzenie powiązania akcji i reakcji.
Z takim postawieniem sprawy większość chyba jest w stanie się zgodzić, choć oczywiście bardziej zdziecinniali skoczkowie będą się buntować. Jak to? To nikt nie będzie o mnie dbać? Ani JakiśTata ani JakaśMama, nie będzie patrzeć, czy sobie nie zrobię krzywdy? Tych pacjentów poddałbym kuracji wyciągiem z życia. Nie zajmowałbym się nimi zbytnio, gdyż stanowią swego rodzaju patologię. Metrykalnie są partnerami do rozmów i współpracy ale emocjonalnie powinni pozostać w szkole podstawowej. Zostawiam ich więc teraz.

Kto zapewnia środowisku spadochronowemu bezpieczeństwo?

Pytanie wygląda na postawione tendencyjnie. Nasuwa się odpowiedź, która logicznie brzmi - środowisko spadochronowe. Ale ta odpowiedź jest już w dysonansie z przekonaniami. Przecież jeżeli są instytucje państwowe, stowarzyszenia, jeśli z podatków (tu prześledzić drogę obiegu pieniądza jest bardzo trudno) są utrzymywani urzędnicy, to niech robią swoją robotę.
Tak, oni robią swoją robotę. Nie piszę, czy robią dobrą, czy złą robotę, oni robią swoją robotę. Ale czy ta robota, lub też te instytucje, które narosły wokół aktywności pewnych grup społecznych i robią jakąś robotę są odpowiedzialne za bezpieczeństwo danej grupy?
Nie.
Te instytucje służą uszczelnianiu systemu. Coś tam analizują, coś tam raportują, wydają jakieś zalecenia, ktoś te zalecenia podpisuje, ktoś buduje strukturę przepisów, obwarowań. To jedno z odbić rzeczywistości. To nie jest realne życie, to nie jest bezpośrednie bezpieczeństwo. To mniej lub bardziej opóźnione echa wydarzeń, które wykwitły w danym momencie i były poprzedzone wieloma drobnymi zgrzytami. To odbicie może być traktowane jak książka, jak taki instytucjonalny blog, który dostarcza jakiś informacji, z których środowisko ma wyciągnąć wnioski i stosować uchwalone zalecenia.

Jedyną formą bezpieczeństwa jest aktualna świadomość zagrożeń. 

To wypadkowa świadomość wszystkich uczestników zabawy. Nawet tych, którzy przychodzą skoczyć tylko raz. Oni też włączają się w proces bezpieczeństwa.
Świadomość można budować na podstawie zdarzeń, na podstawie opisów, na podstawie instytucjonalnego bloga. Świadomość zbiorowa pozwala odpowiednio potraktować małe zgrzyty. Gdy jeden skoczek nie zauważy, że coś złego się dzieje wtedy ktoś inny posiadający większe doświadczenie może to dostrzec i zasygnalizować. Ten mechanizm może zadziałać w drugą stronę, gdy mniej doświadczony zauważy nietypowe zachowania u starego wygi bo nie ma lepszych i gorszych, gdy myślimy o wypadkowej świadomości.
Wymiana informacji stanowi klucz do przyspieszenia rozwoju świadomości.
Wymiana informacji dziś, w dobie popularności internetu to potężne narzędzie.
Internet jest jednak używany do pierdół.

Wymiana informacji zaś jest zaburzona myleniem pojęć. Urzędy, stowarzyszenia powinny mielić informacje i produkować swoje wnioski - te wnioski to jeden z elementów wsadowych do budowania świadomości. Urzędy i stowarzyszenia nie są odpowiedzialne za nasze bezpieczeństwo, a jeśli już to bardzo pośrednio. Bardzo.
Platforma wymiany spostrzeżeń, szybka dyskusja, brak oporów, brak tabu. Zanim zgrzyt zamieni się w tragedię ktoś, kto go usłyszał może go dobrze zinterpretować. Ci co mają najbliżej problemu uszy, zwykle są środowiskowo powiązani z przyczynami zgrzytu. Oni będą interpretowali to inaczej i najbardziej łagodnie. Zgrzyt będzie dla nich tylko cichym szumem, o którym być może trudno im będzie mówić w obawie o donosicielstwo. To chore zjawisko ma swoje korzenie w przeszłości PRL. Teraz zaś w obawie bycia posądzonym o donoszenie panuje zmowa milczenia. To zupełnie rujnuje najzdrowszy mechanizm dyskusji o zagrożeniach i bezpieczeństwie. To trzeba dziś zmienić.

Wymiana informacji na bieżąco to podstawa budowania bezpieczeństwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz