czwartek, 12 kwietnia 2012

Nieco historii, ale tak bez przynudzania

Niepotrzebnie miesza się do skoków spadochronowych zamierzchłe czasy, gdy ludzie dopiero kombinowali jak uratować się wypadając z wysokiej wieży, czy też z balonu na ogrzane powietrze.
Choć jest spadochron to jeszcze
nie jest skydiving

Ta część historii powinna być związana z ratownictwem spadochronowym, jako cześcią innych sportów lotniczych.
Ideologicznie dopiero moment, gdy zamiarem było opuszczenie lecącego statku można nazwać początkiem skoków spadochronowych.
Być może zamęt wprowadza nazewnictwo. Spadochroniarstwo jako słowo ma swoje tłumaczenia w każdym chyba języku.

  • parachuting,
  • paracaidismo,
  • paracadutismo,
  • parachutisme,
  • Fallschirmspringen
  • laskuvarjohyppyä

Ale spadochroniarstwo zmieniło swoje oblicze kilkadziesiąt lat temu. Bezpowrotnie. Przestało być celem wyskoczenie i otwarcie spadochronu. Celem stało się swobodne spadanie a otwarcie pozostało obowiązkiem warunkującym dalszą możliwość skakania.
Powstał na świecie skydiving. Nurkowanie w niebie. Tak jak scubadiving w wodzie. Polski język jednak za tym nie nadążył. Nie dorobiliśmy się żadnego określenia dla skydivingu. Nadal mamy spadochroniartwo.

Strzelanie laserem nawet w nogę Jamesa
to też nie jest skydiving
Można przyjąć, że to wojna przyczyniła się do rozwoju spadochroniarstwa. Desant był czymś przełomowym, podobnie jak stosowanie lotnictwa w obu wojnach światowych był niemal jak stosowanie lasera przez Jamesa Bonda. Skok do przodu.

Wtedy okazało się, że wyprodukowanie spadochronu to relatywnie prosta sprawa i pochłaniająca mało kosztów, zaś wyszkolenie komandosa jest droższe i trwa dłużej. Dlatego zaczęto stosować pierwszą i podstawową dla spadochroniarstwa zasadę: jeśli masz zamiar skoczyć to poza jednym spadochronem weź drugi. Tak na w razie co. Na początku faktycznie były to prawie takie same spadochrony. Z czasem jednak funkcja zaczęła wpływać na konstrukcję. W latach 60tych ubiegłego wieku zapasy zaczęły już różnić.

Rozwój technik radiolokacji uniemożliwił w końcu generałom przerzucanie dużych grup skoczków na tyły wroga. Po prostu nie dało się już cichcem wlecieć. Trzeba było więc wykombinować jakieś nowe rodzaje broni lotniczej. Tłum wściekłych komandosów został zastąpiony mniej liczną grupą specjalistów, którzy przelatywali cichutko na otwartych spadochronach albo skakali z bardzo dużych wysokości.

Powstały techniki HAHO i HALO (high altitude high opening, high altitude low opening)
Te zielone zabawy nie udałyby się gdyby nie opracowano spadochronu szybującego. Usztywniony napływającym powietrzem płat aerodynamiczny, który teraz jest czymś oczywistym był technologiczną rewolucją skoków. 


Dla wojska otworzył jeszcze jedną możliwość. Można było transportować i bezpiecznie lądować z jakimiś innymi sabotażystami. Było to wykonalne dzięki spadochronom tandemowym. Tandemy są pomysłem zielonych ludków. Dzięki nim się rozwinęły w komercyjną działalność rozrywkową. Teraz skakać w tandemie można także w Polsce


Powstanie spadochronu szybującego zmieniło też oblicze skoków spadochronowych. Skakanie stało się bezpieczniejsze i dużo prostsze. Stało się dostępne dla każdego a nie tylko dla napakowanego mięśniami osiłka odpornego na urazy fizyczne i psychiczne.


celność lądowania można uprawiać
skacząc z małych wysokości.
To też nie skydiving ;)
Obecnie skoki spadochronowe są na tyle dostępne, że w niektórych krajach nie są wymagane nawet badania lekarskie do rozpoczęcia kursu podstawowego. Nie ma co się dziwić, wszystko bowiem jest odmienne niż 100 lat temu. Niestety RP nie należy do tej awangardy. W RP wszystko jest bardziej pod biurokrację a nie pod petenta więc pewnie jeszcze trzeba będzie się namęczyć z badaniami. A szkoda, bo to nie tylko spory wydatek pieniężny i parę dni w plecy ale również bariera początkowa zmniejszająca liczbę zainteresowanych. 
Jeśli jeszcze połączyć problem badań z problemem pogody w Polsce okazuje się, że lepiej pojechać na wakacje i zrobić sobie spadochronowe szkolenie podstawowe w Hiszpanii. Tak jak nurkowie ruszaja na wakacje do Egiptu wiedząc, że łatwiej tam uprawiać ich pasję niż w kraju.


Wracając do historii. Zmiana charakteru i dostępności spadochroniarstwa przyniosła nieoczekiwane efekty. Zaczęła to być wspaniała podniebna zabawa. Ludzie, którzy wreszcie mogli bez większych trudności rozpocząć skakanie wnieśli bardzo pozytywny wkład. Już nie tylko wojskowe kluby sportowe, które między sobą walczyły lądując bardziej celnie niż inna drużyna nakreślały kształt skoków. Zaczęły się tworzyć zabawy podczas swobodnego spadania.

Narodził się skydive. Zespołowe zabawy, tworzenie różnorodnych figur podczas swobodnego spadania.

Wynikiem tego zmieniły się również techniki szkolenia. Powstała metoda AFF - czyli Accelerated Free Fall course. Dziś jest to normalne na całym świecie. W Polsce również staje się coraz bardziej dostępne.

2 komentarze:

  1. Aż miło poczytać, pięknie napisane. Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli to możliwe to proszę o informacje, jak się kształtowało szkolenie i skakanie w tandemie w Polsce, chodzi mi o historię skoków tandemowych w Polsce.

    OdpowiedzUsuń